Teatr w stodole

Działalność kulturalna i rozrywkowa strażaków

 

                                   

      Franciszek Szczepański urodzony w Goździku, rocznik 1896,   w czasie wojny polsko-bolszewickiej  w 1920 roku brał udział w wyprawie na Kijów z wojskiem  marszałka Józefa Piłsudskiego.  W latach 30.  ubiegłego wieku   przez  jakiś  czas  pełnił funkcję naczelnika Straży Pożarnej w Goździku. Zainicjował i założył wówczas  grupę teatralną.  Wtedy  Straż nie  miała  remizy, w której byłoby można wystawiać przedstawienia.  A w Goździku było  dużo zdolnej młodzieży, chętnej do podejmowania  różnych inicjatyw.  Szczepański  chciał  założyć  teatr i to spodobało się młodzieży. Zachęcony do działania poszukiwał teatralnego repertuaru w  księgarni w Garwolinie.  Natrafił na  tekst komediowy w dwóch aktach  pt. „Żyd w beczce”.  Zapoznał się  z treścią  komedyjki i rozpoczął starania  o aktorów.  Od urodzenia mieszkał w Goździku,  stąd  doskonale znał młodzież  z wyglądu, z charakteru, ze zdolności i  upodobań.  I sam zadecydował, komu powierzyć odpowiednią rolę.

     Jego rówieśnik, strażak, Antoni Mikulski był rolnikiem i na potrzeby grupy teatralnej użyczył stodoły. Miał już dorosłe  trzy córki:  Helenę (później z męża Płatek), Marię i Genowefę - obdarzone urodą i zdolnościami artystycznymi oraz syna Zdzisława.  To właśnie im przypadły główne  role w przedstawieniu Franciszka Szczepańskiego. Do grupy teatralnej została też wybrana  rodzina  Teperków (ich ojcem był  Kazimierz Teperek): Jan Teperek -  z wykształcenia nauczyciel, pracujący w Borowiu,   Jaźwinach, a potem w Brześciu Litewskim,  Roman Teperek -  później policjant PP w Stryju koło Lwowa, żołnierz generała Andresa i  ich siostra,  Helena Teperek.

    Tytułową   rolę  „Żyda w beczce” odgrywał  Edward Szczepański, od urodzenia utykający na nogę.  Do tej roli  Edek został stosownie ubrany i ucharakteryzowany.  Jego występ ograniczał się do siedzenia na scenie  w beczce  i obserwowania  ludzi z ukrycia.   Sceną  dla  artystów był sąsiek w pustej stodole, dla widowni  przeznaczone było klepisko.  Jak w każdym  teatrze, tak i tu w stodole musiała być kurtyna. Młodzi artyści  zrobili ją z kilimów pożyczonych od gospodyń z Goździka. Kurtynę tę odsłaniał i zasłaniał Henryk Szczepański wraz z kolegami.  W czasie  przedstawienia wiele było śmiechu, gdy z beczki wyskoczył Żyd z kulawą nogą, zauważony przez odtwarzających role.  Edek, choć ułomny, świetnie  poradził sobie w tej ucieczce. Wyfrunął jak z procy.  W dwuaktówce   przewidziana była  przerwa  na przebieranie się aktorów, zmianę scenografii i rekwizytów. Szczepański - reżyser przerwę pomiędzy aktami zagospodarował  śpiewaniem piosenek. Na solistę  wybrał  Stanisława Mikulskiego  z kolonii Goździk  (z pola).  Mikulski  wychodził   przed zasłoniętą  kurtynę i śpiewał silnym, donośnym głosem różne piosenki, wesołe i smutne,  szczególnie legionowe.  Występy kończyły się i  pojawiały się nowe  talenty zdolnej młodzieży  z Goździka. Biletowane przedstawienie  było  zaczynem do wystawiania kolejnych sztuk teatralnych  we wsi.  Dochód  z nich   przeznaczano  na rozwój lokalnej  Straży Pożarnej.

       Kiedy powstała remiza strażacka  kolejne  przedstawienia  odbywały się   na scenie specjalnie  zaprojektowanej dla kulturalnych potrzeb. Franciszek Szczepański w dalszym ciągu  reżyserował sztuki teatralne, w których grywali już   inni  młodzi aktorzy.  Najbardziej utalentowani byli: Bolesław Rękawek, Henryka Kuber, Mieczysław Giziewicz, Henryk Szczepański (syn Franciszka), Antoni Teperek, Zdzisław Mikulski  (syna Aleksandra), Regina Mikulska,  Regina Teperek.

      Po wojnie  Szczepański sięgnął   po repertuar o tematyce okupacyjnej i partyzanckiej. Chętnych  do udziału w  występach nie brakowało.  Udało mu się  wreszcie zaprezentować  „Śluby panieńskie” Aleksandra  Fredry.  Trudny dla aktorów  do opanowania na pamięć  tekst  wystawił w Goździku i we wsi Filipówka. Po  nim   wystawianie   sztuk teatralnych kontynuował  Mieczysław Giziewicz - student  Uniwersytetu Warszawskiego.  Po nim z kolei  -  Helena Płatek  z Koła Gospodyń Wiejskich-  bardzo  aktywna, pełna inicjatyw społecznych. Poza sztukami  teatralnymi  organizowała różnorodne kursy, wycieczki  głównie do sanktuariów religijnych.

       Warto jeszcze  wspomnień o kulturalnej działalności miejscowych strażaków. Organizowali loterie fantowe, zabawy taneczne z bufetem, na które wynajmowano najlepsze orkiestry z pobliskich okolic.  Nogi same  niosły do tańca, gdy zespół muzyczny  Obłozów grał modne szlagiery: „Cichą wodę”, „Wio koniku” , „Siwy włos”, „Na prawo most, na lewo most”.  Remiza strażacka   była wiejskim  domem kultury. Strażacy  poza organizacją własnych zabaw udostępniali  ją ponadto  mieszkańcom Goździka na zabawy weselne. To na jej deskach  wytupywano siarczyste oberki, pokrzykując  w tańcu „oj, jedź, jedź!”. Tu starzy i młodzi poprawnie tańczyli polkę z figurami, sztajerka. Muzykant Zdanowski  z Sulbin wygrywał na harmonii pedałowej muzykę do tańca.

     Starą remizę  z Goździka z pewnością mile wspomina wiele pokoleń. Była miejscem spotkań młodzieży, kontaktów towarzyskich, pierwszej miłości często zwieńczonej ślubem.  Ale i jej już  dawno  nie ma. Nowe zastępy druhów wybudowały duży  Dom Strażaka o wysokim standardzie. Współczesna remiza w Goździku to porządny lokal, który jest wynajmowany na różne okolicznościowe uroczystości. Jest szyldem miejscowej  Straży Pożarnej, która od 1929 roku pełni we wsi funkcję  obronną, a także kulturotwórczą.       

 

 

 Maria Dziedzicka , fot. Tomasz Szeląg

 

 

                                     

             

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com