Zydzi_prowadzeni_do_SobolewaKto ratuje jedno życie, ratuje cały świat

 

W okupowanej Polsce za jakąkolwiek pomoc udzieloną Żydowi groziła kara śmierci. Mimo straszliwych konsekwencji i atmosfery wszechobecnego terroru znaleźli się ludzie, którzy szli na ratunek Żydom. Heroiczną postawą wykazało się również wielu mieszkańców Żelechowa i okolic.

 

Pierwsi Żydzi zaczęli osiedlać się w Żelechowie pod koniec XVI w. Znalazłszy w mieście dogodne warunki do stworzenia większej społeczności zadomowili się tu szybko, zajmując się zyskownym handlem. Zorganizowali gminę wyznaniową i wybudowali synagogę, początkowo drewnianą, później murowaną. Przez kilka stuleci współtworzyli życie gospodarcze i kulturalne miasteczka. Tuż przed wybuchem II wojny światowej Żelechów zamieszkiwało 9500 mieszkańców, w tym 5530 osób narodowości żydowskiej.


Getto

16 września 1939 r. - cztery dni po wkroczeniu do Żelechowa - Niemcy spalili synagogę. 20 listopada 1941 r. w centrum miasta utworzyli getto. Umieszczona w nim została miejscowa ludność żydowska, a także wysiedlona z Garwolina, Górzna, Łaskarzewa, Łodzi, Warszawy i innych miejscowości - łącznie około 13 tys. osób. Za opuszczenie getta groziła Żydom kara śmierci. Śmiercią karano również Polaków udzielającym im pomocy.

Władzę w getcie sprawował Judenrat (Rada Żydowska), powoływany przez okupanta i gorliwie wykonujący jego zarządzenia. Judenrat rozdzielał żywność z przydziałów niemieckich, odpowiedzialny był za stan sanitarny getta, prowadził ewidencję ludności. Na zlecenie władz hitlerowskich zajmował się konfiskowaniem kosztowności, organizowaniem wysyłki do obozów pracy i na roboty przymusowe. W dyspozycji Judenratu znajdowała się policja żydowska, odznaczająca się wyjątkową bezwzględnością w stosunku do swoich współplemieńców. Organizacją, która pomagała Żydom znajdującym się na terenie getta, była Żydowska Samopomoc
Społeczna. Jej działalność opierała się na funduszach otrzymywanych z ŻSS w Krakowie, dobrowolnych składkach bogatych mieszkańców getta oraz bezinteresownej pomocy Polaków. Z inicjatywy ŻSS powołano w żelechowskim getcie szereg instytucji, m.in. kuchnię ludową, ambulatorium, szpital oraz ochronkę dla dzieci małych i osieroconych. Obok Judenratu, policji żydowskiej i ŻSS w getcie działała także sekcja OSP.


Zagłada

W lutym 1942 r. Niemcy podjęli decyzję o zamknięciu getta. Od tej chwili sytuacja Żydów znacznie się pogorszyła. Skąpo limitowane przydziały żywności nie zapewniały im minimum potrzebnego do normalnej egzystencji, toteż ledwie wegetowali, marli z głodu i w pozbawionej elementarnej higieny ciasnocie dziesiątkowani byli przez różne epidemie. Po zamknięciu getta żelechowscy Żydzi zostali całkowicie uzależnieni od pomocy ze strony ludności polskiej. Większość Polaków, w obawie o swój los, nie chciała pomagać Żydom. Znaleźli się jednak tacy, którzy z narażeniem własnego życia dostarczali żywność do getta, pomagali Żydom w ucieczce bądź ukrywali ich w swoich domach.

Wieczorem 29 września 1942 r. niewielkie oddziały żandarmerii niemieckiej oraz policji granatowej i żydowskiej otoczyły getto. 30 września rano zgromadzono wszystkich Żydów na placu przed synagogą i odebrano im wszelkie kosztowności. Następnie podstawiono około 400 chłopskich wozów drabiniastych. Starców i dzieci załadowano na furmanki i przewieziono do stacji kolejowej w Sobolewie. Żydzi w sile wieku szli pieszo, tworząc długą kolumnę eskortowaną przez Niemców. Podczas tej wędrówki żandarmi zabili kilkadziesiąt osób, które nie nadążały w marszu lub chciały uciec. W Sobolewie Żydzi zostali wtłoczeni do wagonów bydlęcych i przewiezieni do obozu zagłady w Treblince.


Akty heroizmu

29 września 1942 r. wieczorem, w przeddzień likwidacji getta, komenda miejscowego rejonu AK, po otrzymaniu od komendanta policji granatowej Romualda Jankowskiego ps. „Rym”, oficera wywiadu rejonu, sygnału o koncentracji żandarmerii niemieckiej w Żelechowie, dostarczyła tę wiadomość do getta przez Franciszka Zwolskiego ps. „Znicz”. Także Bronisława Witek-Pieniążek ps. „Marta”, pielęgniarka prowizorycznego miejskiego szpitala zakaźnego w Żelechowie, przekazała wiadomość o przygotowaniach do likwidacji getta dr. Józefowi Żyłkiewiczowi, mieszkańcowi tegoż getta. Dzięki temu on wraz z żoną udali się natychmiast do Warszawy. Cudem przeżyli okupację, a po wojnie wyjechali do Izraela.

Podczas likwidacji getta ucieczkę grupie Żydów ułatwił także Wacław Bożek. Ukrywał ich w pobliskim lesie, a następnie skontaktował z dowódcą stacjonującego w pobliżu Żelechowa oddziału partyzanckiego.

Pod koniec września 1942 r. do Janiny i Stanisława Błażejczyków, którzy mieli gospodarstwo pod Żelechowem, po ratunek przyszła 17-letnia Pola Mójpan i 20-letni Josek Pnine. S. Błażejczyk zrobił im kryjówkę pod podłogą stodoły. Kiedy młodzi Żydzi siedzieli w ukryciu, nad ich głowami toczyło się zwykłe gospodarskie życie. Josek wychodził z kryjówki jedynie pod osłoną nocy, żeby się umyć lub ogrzać w domu, gdy było zimno. Poli, która z wyglądu nie przypominała Żydówki, zdarzało się nawet chodzić do Żelechowa. Córka Janiny, Genowefa, dostarczała im żywność. Genowefa i Pola szybko się zaprzyjaźniły. Szyły ręcznie bieliznę i robiły lalki na sprzedaż. Kiedy zaczął zbliżać się front, pojawiły się pogłoski, że Sowieci potraktują Żydów jak Niemcy. Pola i Josek przeżyli wówczas chwile zwątpienia, pytali o truciznę. Janina na szczęście ich powstrzymała. Po wojnie Pola i Josek wyjechali do Izraela.


Cudem ocalona

Z kolumny zmierzającej do Sobolewa uratowała się m.in. 19-letnia Halina Gedanken. Podczas marszu w miejscowości Milanów, wykorzystując nieuwagę granatowego policjanta, zeskoczyła z mostku i ukryła się pod nim. Gdy zapadł zmrok, wyszła z kryjówki i zapukała do drzwi pierwszej napotkanej chałupy - w ten sposób znalazła tymczasowe schronienie u Józefa Tobiasza. Dwa dni później, dzięki pomocy Juliana Chudka przybyła do wsi Goniwilk w pobliżu Żelechowa. Zamieszkała u Aleksandra i Marianny Kruków - siedmioosobowej i bardzo biednej rodziny. Niebawem wszyscy Krukowie zachorowali na tyfus przywleczony przez Jankiela Jontewa, którego przygarnęli wcześniej pod swój dach. Choroba dopadła również Halinę. Sobiech, ojczym Marianny Kruk, wynajął furmankę i zawiózł Halinę do Garwolina. W tamtejszym szpitalu ulokował ją jako swoją wnuczkę. Choroba okazała się śmiertelna dla męża Krukowej - dom stracił gospodarza. Gdy Krukowa i Sobiech przywieźli Halinę ze szpitala do domu, Halina, widząc ich trudną sytuację, zaproponowała, że spróbuje gdzieś indziej poszukać schronienia. Krukowa jednak stanowczo stwierdziła, że jedzenia starczy dla wszystkich, a ją traktuje jak swoje dziecko. Gdy po chorobie Halina nie miała w co się ubrać, Marianna Kruk, która sama ledwie wyzdrowiała, oddała jej swój jedyny sweter.

Rodzina Kruków nikomu nie odmawiała pomocy. Gdy Aleksander Kruk jeszcze żył, razem z Sobiechem wynosili z lasu na plecach rannych po obławach Żydów, ukrywali ich i leczyli w stodole. Za ostatnie grosze kupowali im leki. Oprócz H. Gedanken Krukowie ukrywali m.in. jej kuzynkę Chanę Gedanken z 8-letnim dzieckiem oraz Żydówkę o imieniu Marylka. W maju 1943 r., ze względu na niesprzyjającą postawę sąsiadów, dalszy pobyt Haliny u Kruków stał się zbyt ryzykowny. Wtedy Sobiech zawiózł ją do gajowego Stefana Lasoty, do wsi Unin koło Garwolina. Stefan i Władysława Lasota wyrobili dla Haliny kenkartę na imię i nazwisko: Marianna Kowalczyk i zatrudnili u siebie w charakterze pomocy domowej. Tam udało się jej przetrwać wojnę. U Lasotów ukrywali się także inni Żydzi, m.in. Fejnzylber z Sobolewa i Nisberg z Garwolina.


Zamordowani za pomoc Żydom

W miejscowości Kotłówka koło Żelechowa Stefan Kapczyński ukrywał w czasie wojny żelechowską Żydówkę. Prawdopodobnie na skutek donosu 12 marca 1944 r. w godzinach przedpołudniowych do wsi przyjechała żandarmeria niemiecka i policja granatowa. Otoczyli zabudowania i wyprowadzili S. Kapczyńskiego i Żydówkę. Zatrzymali również sąsiada - Jana Celeja. Okupanci zaczęli sprawdzać dom i zabudowania gospodarcze, ale nic więcej nie znaleźli. Następnie przeprowadzili całą trójkę przez wieś i na skraju miejscowości dokonali bestialskiego mordu. Zginęli wtedy 33-letni S. Kapczyński, 28-letni J. Celej i nieznana Żydówka. Ciała przeleżały do godzin wieczornych. Wtedy z Żelechowa przyjechała granatowa policja i nakazała je pochować niedaleko. Pod koniec lipca 1944 r., po wkroczeniu do miasta oddziałów radzieckich, sąsiedzi pomordowanych odkopali ciała, które następnie pochowano na żelechowskim cmentarzu. W dawnym miejscu pozostały tylko zwłoki Żydówki. W 1971 r. w miejscu tej tragedii postawiono niewielki pomnik.

Pomoc Żydom nieśli także mieszkańcy innych wsi w pobliżu Żelechowa. Władysław Sokół z Wilczysk przechowywał około 40 Żydów. Udzielał schronienia m.in. Boruchowiczom, Wajnbergom i Szyfmanom. 10 lipca 1944 r. został rozstrzelany za ukrywanie 3 żydowskich kobiet. W egzekucji razem z nim zginęły Maria i Hanna Popowskie. Pomocy Żydom udzielali także Edward i Władysław Turkowie z Wilczysk, a także S. Świetlik. U Wojciecha Woźniaka przebywało zaś kilku żydowskich naukowców, przybyłych tu z Warszawy.

MICHAŁ SZTELMACH

 

Autor opublikował powyższy artykuł w „Echu Katolickim” nr 40 (849) 6-12
października 2011


 

 

 

 

 

 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com