HORDLICZKOWIE – PREKURSORZY PRZEMYSŁU SZKLARSKIEGO

Przy drodze od stacji kolejowej Garwolin w kierunku Huty Garwolińskiej po jej południowej stronie pośród dorodnych dębów oznaczonych tabliczkami jako pomniki przyrody stoi kapliczka. Kapliczka ta jest wykonana z cegły licówki u góry zwieńczona żelaznym krzyżem. W części centralnej znajduje się wnęka, w której umieszczona jest figurka Matki Boskiej Niepokalanie poczętej. Kapliczka ogrodzona jest starym częściowo zniszczonym, żeliwnym ogrodzeniem. Patrząc na tę budowlę zastanawiałem się czy jej wiek równa się wiekowi dostojnych dębów, czy postawiona ona była obok rosnących tu drzew? Daty budowy kapliczki nie wypisano. Jak mi opowiadała moja Mama kapliczkę tę jak i inne budowle przy tej drodze wybudował właściciel tych lasów pan Hordliczka. Dziś u schyłku XX wieku młodsze pokolenie mieszkańców naszego miasta niewiele wie o Kościół w Trąbkach wybudowany przez Hordliczkówludziach noszących to nazwisko. Pamiątki po Hordliczkach to Osada Czechy koło Trąbek, huta szkła w osadzie Czechy, kościół w Osadzie Czechy i rząd mogił na cmentarzu w Trąbkach. W Garwolinie zaś nazwa lasów na zachód od torów kolejowych oraz na cmentarzu okazały grobowiec rodziny Hordliczków.
Dziś w naszej okolicy ludzi noszących to nazwisko nie spotkamy jednak pobyt Hordliczków na naszej ziemi pozostawił niezatarte ślady. Chciałbym w kilku zdaniach przybliżyć tych ludzi, którzy na naszym widnokręgu pojawili się jak kometa na początku XIX wieku aby zniknąć w połowie wieku XX.
Ignacy Hordliczka Czech z pochodzenia przybywa do Polski w roku 1822. We wsi Barczące powiatu Mińsko-Mazowieckiego uruchamia hutę szkła i kryształów. Okolice wsi Barczące obfitowały w drewno potrzebne do wytopu szkła. Na miejscu był też piasek - podstawowy składnik do wytopu szkła. Dobra jakość wyrobów i pomyślna koniunktura na rynku spowodowały, że lasy w okolicy wsi Barczące w ciągu 12 lat zostały wyeksploatowane i zakład stanął przed groźbą braku paliwa lub podrożenia wyrobów przez konieczność dowozu drewna z dalszych terenów leśnych.
Huta szkła wybudowana przez HordliczkówW roku 1835 Ignacy Hordliczka po spenetrowaniu okolicznych terenów podjął decyzje przeniesienia zakładu w inne miejsce. Wybór padł na wieś Trąbki koło Garwolina. Okolica zasobna w drewno, piasek i jak wszędzie w tym czasie dużo taniej siły roboczej. Pan Hordliczka będąc doświadczonym przedsiębiorcą umiał wykorzystać nadarzające się okazję do rozwoju swojego przedsiębiorstwa. W tym czasie przez Garwolin wytyczana była szosa tak zwany „Szlak Wołyński." Na wielu odcinkach droga prowadziła przez kompleksy leśne. Drewno z wyrębu zagospodarowane zostało dla potrzeb huty. W tym czasie władze carskie starały się z majątku królewskiego wyciągnąć jak największe zyski. Korzystając z okazji pan Hordliczka wydzierżawił od władz lasy królewskie nazywane „Puszczą Osiecką", czym zabezpieczył sobie obfitość opału dla huty. Pan Ignacy gospodarował w Trąbkach 14 lat, doprowadził zakład do rozkwitu, umarł w roku 1854 .
Po śmierci Ignacego, interesy Hordliczków kontynuują bratankowie Edward i Wilhelm Hordliczkowie. W tym okresie zauważyć można, że bracia rozdzielili się majątkiem i zaczęła się twórcza współpraca. Wilhelm zajął się prowadzeniem huty i wyrobów kryształowych. Dobra koniunktura na rynku wyrobów kryształowych oraz kunszt pracujących tu fachowców sprawiły, że huta rozwijała się, wzrastało zatrudnienie i co za tym idzie poprawa bytu pracowników z okolicznych wiosek. Za swoje wyroby pan Hordliczka otrzymał w roku 1867 nagrodę na wystawie w Paryżu. Otrzymał też wyróżnienie za stworzenie dobrych warunków socjalnych dla swoich robotników (budynki te stoją do dziś i służą pracownikom huty). W tym okresie do roku 1890 w hucie notowano największe zatrudnienie, w zakładzie pracowało do jednego tysiąca robotników. W hucie produkowano wszystkie rodzaje wyrobów ze szkła, od kryształowych zastaw stołowych do szkła okiennego. Jako ciekawostkę podam, że do dziś w oknie w kaplicy cmentarnej w Garwolinie jest szyba wytworzona w Hucie Czechy. Zauważyć na niej można smugi od ręcznego rozciągania szkła na blacie stalowym.
Brat Wilhelma, Edward też nie próżnował, zajął się dostarczaniem drewna na opał do huty w Trąbkach. W roku 1860 władze carskie postanowiły sprywatyzować dzierżawione dobra królewskie. Ogłosiły przetarg na poszczególne majątki. Hordliczkowie o zamiarach władz wiedzieli i byli przygotowani do przystąpienia do przetargu ale stale nie przebywali w Warszawie i o wszystkich sprawach na bieżąco nie wiedzieli.
Pewnego dnia przed dom pana Hordliczki w Hucie Garwolińskiej zajechał powóz (powtarzam tę historię za pewnym starszym mieszkańcem Huty Garwolińskiej, którego wiozłem na furze jadąc po drzewo do lasu). Na podwórku zastali niezbyt dobrze ubranego człowieka. Przybysze zagadnęli do niego „Gdzie jest pan"? ten odpowiedział, że pan wyjechał ale jeśli coś potrzebują to on jest rządcą to panu przekaże. Przybysze opowiedzieli o celu swojej wizyty. Przedstawili się, że są z Warszawy i chcieliby obejrzeć las bo chcą go kupić od władz. Rządca wydał parobkom polecenie, ażeby zaprzęgali konie i jeden z nich obwiezie panów po lesie. Za parę minut konie z powozem zostały podstawione a na koźle siedział parobek z batem odziany w burkę. Parobek wiózł gości od gajówki w Ewelinie do gajówki w Cyganówce, w Uśniakach w Woli Władysławowskiej. Przejażdżka trwała do późnego wieczora. Panowie przed parobkiem nie robili żadnych tajemnic, rozmawiali ile to warte, ile można zapłacić, ile można zarobić.
Po przyjeździe do domu w Hucie Garwolińskiej po niedługim czasie zjawił się pan rządca, zapraszając gości na kolację i na nocleg. Ostrzegał ich, że podróż nocą przez las jest niebezpieczna. Gościom się bardzo spieszyło, ale po obfitej kolacji, zakrapianej trunkiem pozostali na noc we dworze. Zaraz po przyjeździe z przejażdżki pan Hordliczka kazał szykować najlepsze konie i po kolacji wyruszył w drogę do Warszawy. Parobkiem na koźle obwożącym gości po lesie był sam pan Edward Hordliczka. Rano pan Edward był już w Warszawie. Zaraz po przyjeździe uruchomił wszystkie swoje możliwości i wszedł w posiadanie dotychczas dzierżawionego lasu. Teraz już jako właściciel zaczął administrować i eksploatować las jako swoją własność. Do pilnowania lasu wyznaczył gajowych, którzy administrowali poszczególnymi obszarami lasu. Pobudował dla nich gajówki wraz ze stodołą i oborą oraz wyposażył w pewien obszar gruntu pod uprawę. Od gajowych w zamian wymagał lojalnego wykonywania powierzonych im obowiązków. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że gajówki wybudowane zostały w miejscach bardzo malowniczych. Najbardziej podobała mi się gajówka przy „Zimnej wodzie" z pięknym jeziorkiem na którym do niedawna gospodarzyły bobry. W Hucie Garwolińskiej założył dwór z obszarem ziemi oraz z całą infrastrukturą to jest stodołami, oborą, spichlerzem, cieplarnią i innymi zabudowaniami gospodarczymi. Dla robotników dworskich wybudował czworaki, które służą ludziom za mieszkanie do dziś. Dworu jednak na kształt dworu szlacheckiego nie wybudował.
Pamiętam te zabudowania dworskie z roku 1947, kiedy to będąc uczniami siódmej klasy Szkoły Powszechnej nr l w Garwolinie brałem udział wraz z innymi dziećmi przy sadzeniu lasu. Las, który sadziłem z satysfakcją pokazuję swoim synom. Dwór ten po trzech latach rządów Władzy Ludowej uległ dużej dewastacji. W budynku, w którym mieszkał pan Hordliczka urządzona była szkoła, przy której mieliśmy zbiórkę. Był to parterowy budynek zbudowany z bali drewnianych. Usytuowany był nieco dalej od drogi, przed którym znajdował się duży klomb obsadzony krzewami a wokół klombu urządzony był podjazd dla powozów. W głębi na zachód od domu znajdowały się zabudowania gospodarcze. Po lewej stronie znajdowała się zrujnowana, dawniej oszklona cieplarnia z wysokim ceglanym kominem, w której hodowane były potrzebne warzywa i różne egzotyczne kwiaty. O tej cieplarni opowiadała często moja mama, gdyż siostra mamy Michalina pracowała w tej cieplarni. Na zachodniej strome podwórka znajdowała się stodoła a przed stodołą urządzony był kierat konny do napędu maszyn. Konie ciągnące kierat chodziły w zadaszeniu.
Na północnej stronie podwórka znajdowała się obora na kilkanaście stanowisk dla bydła. Obok urządzony był silos na kiszonki. Na środku podwórka była studnia z żurawiem, obok której znajdowały się długie drewniane koryta do pojenia bydła. Najdłużej z wszystkich zabudowań gospodarczych zachował się murowany spichlerz. Był to trzy kondygnacyjny budynek, na którym znajdowała się wieżyczka podobna do wieży w kościele w Trąbkach. Wieżyczkę tę obejrzeć można jeszcze w posesji pana Barankiewicza w Woli Rębkowskiej na „Wietnamie". Na północnej ścianie tego spichlerza znajdowała się data 1864 rok budowy. Budynek ten najbardziej zachowałem w pamięci, gdyż kilkanaście lat do tego magazynu zobowiązani byliśmy odstawiać „obowiązkowe dostawy". Ładne usytuowanie spichlerza pośród zieleni oraz miła droga przez las łagodziła gorycz niesprawiedliwych zarządzeń. Droga od stacji kolejowej do Huty Garwolińskiej była i jest malownicza. W tym czasie stały przy drodze ławeczki przykryte daszkiem w kształcie grzybka, na których można było przysiąść w czasie spaceru. Przy dwu kapliczkach można było się pomodlić. Przed bieloną kapliczką znajdującą się w pobliżu czworaków mieszkańcy Huty Garwolińskiej w maju śpiewali pieśni maryjne.
Opowiadając moje wspomnienia o dworze Hordliczków odbiegłem od tematu. Wróćmy do lat 70 ubiegłego wieku. Szczęśliwa passa Hordliczków nie opuszczała. W tym to czasie rozpoczęto budowę kolei nadwiślańskiej Warszawa - Lublin. Na budowę tej kolei Hordliczkowie wywarli duży wpływ. Projektanci w założeniach mieli połączyć koleją większe miejscowości, co miałoby wpływ na ich uprzemysłowienie. Taką szansę miał Garwolin. Kolej ta miałaby stację w okolicy dzisiejszego osiedla Romanówka lub Lucina. Sprawą budowy kolei oraz przebiegu jej trasy zainteresowali się Hordliczkowie. Jako ludzie interesu zdawali sobie sprawę z korzyści, jakie można osiągnąć z posiadania przy swoich majętnościach kolei żelaznej. Przystąpili do realizacji swoich planów i projektantów sobie znanymi metodami przekonali, że kolej jest bardziej potrzebna im przy lesie. Za cmentarzem mieli cegielnię i usytuowanie kolei mogło zagrozić jej likwidacją. Mieszkańców Garwolina Hordliczkowie przekonali, że kolej obok miasta rozdzieli im pola i za tor kolejowy będzie trudniej jeździć po zbiory jak i przeganiać bydło na pastwisko. Garwolacy też „doręcznie" przekonali projektantów o celowości usytuowania toru kolejowego przy lesie.
Wieżyczka ze spichłerza w folwarku Hordliczków w Hucie GarolińskiejPrzeprowadzenie kolei „Nadwiślańskiej" wywarło wielki wpływ na losy bliskiej i dalszej okolicy. Koleją była zaopatrywana huta szkła w opał z kopalń ze Śląska, koleją też wywożono w świat gotowe wyroby z huty. Przedsiębiorstwo leśne uruchomiło tartak napędzany lokomobilą, w którym produkowano między innymi podkłady kolejowe. Teraz już nie tylko huta, ale i las dawał pracę okolicznym mieszkańcom. W tym tartaku pracował w latach młodzieńczych mój sąsiad pan Jan Trzeciak.
W tym miejscu chciałbym rozważyć takie zagadnienie jak by wyglądał nasz krajobraz gdyby nie było kolei? Przypuszczam, że puszcza Osiecka podzieliłaby losy lasów z okolic wsi Barczące. W miejscu obecnych lasów byłaby naga pustynia. Dziś w rozmowach rozważamy czy to dobrze, że kolej jest daleko od miasta czy źle. Przytacza się argumenty za i przeciw. Dziś można dyskutować, ale przez 100 lat towary do miasta dowożono końmi. Z bliskiej stacji towar można by było przewieźć wózkiem ręcznym. Z bliskiej stacji dojazd pociągiem do szkół i warsztatów w Warszawie byłby wygodniejszy. Dla przykładu dam miasto Siedlce. W tym czasie miasto wielkością porównywalne z Garwolinem tam kolej przeprowadzono blisko miasta. Rolnicy siedleccy nawet wnosili skargi do władz, że podróżni chodzą im po polach i niszczą zasiewy. Skargi te spowodowały, że władze miasta wybudowały drogi dojazdowe do kolei, przy których to drogach postawiono domy gdzie urządzono różne warsztaty. W ten sposób miasto przyszło do bliskiej kolei. Garwolinowi taką szansę odebrano. Z pomyślnej koniunktury skorzystała wieś Pilawa. Tam powstał ośrodek kolejarski ze stacją węzłową, z zakładami naprawczymi taboru kolejowego. Sytuacja ta wiązała się z miejscami pracy, co łączy się i z napływem nowych mieszkańców. Splot tych zdarzeń zadziałał, że Pilawa z wsi stała się miastem.
W roku 1894 umiera właściciel huty pan Wilhelm Hordliczka. Prowadzenie zakładu przejął jego syn 23 letni Edward. Z czasem dołączył do spraw prowadzenia zakładu pan Stanisław Hordliczka ur. 1871 zm. Jednak interesy w rękach młodych niedoświadczonych braci nie szły tak dobrze jak dawniej, spadłyło produkcja, zmniejsza się zatrudnienie. Rodzina Hordliczków rozrastała się, pojawiają się nowe nazwiska zięciów. Huta jednak dawała zatrudnienie całej rodzinie. W roku 1924 Hordliczkowie budują w Trąbkach kościół pod wezwaniem św. Edwarda. Pod kościół i cmentarz oddali ok. 8 ha. ziemi. W roku 1927 w Trąbkach została erygowana przez władze kościelne parafia, wydzielona z parafii Garwolin. Dotychczas wieś Trąbki należała do parafii Garwolin. Będąc w październiku 1998 roku na cmentarzu w Trąbkach widziałem w jednym rzędzie mogiły Hordliczków i ich potomków. Spośród nagrobków wyróżnia się jeden granitowy z napisem „Stanisław Hordliczka zmarł w roku 1952 - przyjacielowi i wychowawcy młodzieży". Pamiętam pana Stanisława Hordliczka, który w czasie okupacji przyjeżdżał do mojego ojca zamawiać sobie uszycie spodni kożuchowych, czapki i rękawic. Był to leciwy już człowiek. Kiedy do nas przychodził dostawaliśmy od niego cukierki. W roku 1986 umiera potomek Hordliczków Franciszek Szmid. Dla podkreślenia swego czeskiego pochodzenia zażyczył sobie ażeby nad grobem zagrano mu hymn czeski.
W Hucie Garwolińskiej w przedsiębiorstwie leśnym Hordliczków czas też nieubłaganie biegnie. W roku 1905 umiera Edward Hordliczka. Zmarł on w sanatorium na Krymie. Opowiadano, że w czasie transportu koleją zostały zamienione trumny z innym zmarłym kuracjuszem, który też był transportowany w jednym wagonie. Z tego powodu pogrzeb musiał być przesunięty. Moja babcia opowiadała, że hutnicy z Trąbek zrobili na ten pogrzeb szklane wieńce z różnie barwionego szkła. Były to arcydzieła sztuki hutnictwa szklarskiego.
Grób rodzinny Edwarda Hordliczka na cmentarzu w GarwoliniePo śmierci Edwarda Hordliczki przedsiębiorstwo leśne oraz gospodarstwo przejął syn Edwarda, Kazimierz Hordliczka. Kryzysowa sytuacja w kraju ograniczała dochody przedsiębiorstw. W przedsiębiorstwie leśnym poszukiwano się zysków z każdej nadarzającej się okazji. Jak opowiadano za zbieranie grzybów lub jagód bez wykupionego zezwolenia na zbieranie runa leśnego groziło pobicie batogiem oraz połamanie koszyków i zabranie zbiorów. Sam pan Hordliczka jeździł konno po lesie i pilnował swoich dóbr. Przejazd lub przejście przez las było zabronione. Pewnego razu wracali do domu od kolei dwaj chłopcy wracający z wojska. Wybrali drogę przez las gdy w lesie zjechał im drogę pan Hordliczka łajając ich za chodzenie po lesie. Zamierzył się na nich batogiem. Chłopcy podskoczyli jeden do konia a drugi do strzemienia i nie wiadomo kto by tym batogiem dostał ale Hordliczka spiął ostrogami konia i ratował się ucieczką. Od tamtego zdarzenia pan Hordliczka po lesie jeździł z dubeltówką.
Jednak tam, gdzie widział interes w dobrych stosunkach z okoliczną ludnością starał się być układny. We wsi Wola Władysławowska zorganizował straż pożarną, dał drzewo na budowę remizy i pomógł wyposażyć w sprzęt. Ludności pracującej w lesie zezwalał na zbieranie runa leśnego i chrustu. Podobne propozycje składał mieszkańcom Rębkowa ale układy były trudniejsze gdyż Rebkowiacy mieli własne lasy serwitutowe. Pomimo ograniczeń w dochodach Hordliczkom żyjło się nieźle. Widząc zmiany jakie zaistniały po pierwszej wojnie światowej Hordliczkowie inwestują w naukę dzieci. Ostatni z Hordliczków, Stefan kształcił się w szkole morskiej w Gdyni. Do Huty Garwolińskiej przyjeżdżał tylko na wakacje. W czasie wojny gospodarstwo leśne stało się jednak azylem i schronieniem. Chociaż prawa własności do lasu okupant ograniczył, to gospodarstwo rolne w dalszym ciągu można było prowadzić. Po przyjściu Władzy Ludowej w roku 1944 pan profesor Stefan Hordliczka opuścił Hutę Garwolińską i po ustabilizowaniu sytuacji politycznej jako wysoko wykształcony fachowiec podjął pracę jako wykładowca w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni. Stefan Hordliczka zmarł w latach 60- tych.
Powoli gasła świetność rodu Hordliczków, czas robi swoje. Okazały grobowiec na cmentarzu w Garwolinie podczas święta zmarłych niegdyś otwarty, obecnie tylko przed drzwiami ktoś zapali lampkę, w dachu zauważyć można braki dachówki. Część fasady zaczyna pochylać się ku przodowi a niektóre bryły piaskowca spadły z murów. Patrząc na ten rozwalający się grobowiec przychodzi na myśl powiedzenie „Prochem jesteś i w proch się obrócisz".

O starych, ginących zawodach wspominał Antoni Garwoliński.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com