GAWĘDA O ZAWODZIE KOWALA I TYCH KTÓRZY OBRABIAJĄ METAL.

Brama wejściowa - przykład kunsztu pracujących w metaluW dziejach cywilizacji wyróżniamy pewne epoki, jakie ludzkość przeżywała w swoim rozwoju Najstarszą cywilizacją nazwiemy epokę jaskiniową. W tym czasie wystarczyły jako narzędzie ręce a materiał glina. Następną epoką była epoka kamienia łupanego. Tu już widzimy, że człowiek posługuje się narzędziem. W dalszej ewolucji następuje epoka brązu.
Teraz pojawili się fachowcy, którzy potrafią z ziemi pozyskiwali metal - miękką miedź oraz miękką cynę i uzyskiwli stosunkowo twardy stop metalu – brąz. Z takiego metalu wytwarzano narzędzia. Bryły brązu rozklepywało młotami i kształtowano je.
Tak powstał zawód kowala. Następną epoką była epoka żelaza. Tu mieliśmy podobne procesy technologiczne tylko pozyskiwano metal twardszy. Ludzie zaczynali potrzebować coraz to wymyślniejsze narzędzia, zawsze były braki więc rosła produkcja. Najpierw produkowano narzędzia ułatwiające życie, później zaczęto produkować narzędzia służące do zabijania życia - doszło się do absurdu. Z zawodu kowala wyłoniły się zawody pokrewne, jak hutnik, odlewnik, walcownik ślusarz. tokarz, blacharz, i. t. p. Ciekawym zawodem pracującym w metalu jest ludwisarz. Rzemieślnik ten zajmuje się odlewaniem z metalu, czasem odlewa armaty a czasem dzwony. Tu można powiedzieć, że oba przedmioty są głośne, ale armaty są za głośne i oby ich nigdy nie odlewano.
W okolicach Garwolina nie występują żadne rudy metali, z których by można było zrobić jakieś narzędzie. Prymitywne piece hutnicze do wytopu metali zwane „dymarkami” ,były w okolicach Kozienic, z tamtych stron prawdopodobnie pozyskiwano narzędzia żelazne. Jako ciekawostkę podam, że w XIX wieku w nokolicy Wilgi istniała manufaktura produkująca kosy.
Świecznik - przykład kunsztu kowaliPamiętam te czasy kiedy przy drodze stały kuźnie a w nich pracowali kowale tam moża było podkuć konia naprawić wóz. We wsi kowal i młynarz byli ludźmi bogatymi.
Przytoczę tu pewną informację o istniejącym w Garwolinie warsztacie kowalskim. Był to dobrze prosperujący warsztat pana Migdalskiego. Jeśli ktoś skojarzy nazwisko, to nazwisko Migdalskich jest na grobowcu na naszym cmentarzu.
Podczas powstania styczniowego Jan Migdalski współpracował z powstańcami. Władze carskie za pomoc powstańcom zabrali Janowi Migdalskiemu majątek i zesłany został na Sybir. Po powrocie otworzył kuźnię i w ten sposób zarabiał na życie.
 

ROZMOWA Z KOWALEM

Jest sierpień 2006 roku. Dzisiejszej nocy nie mogłem zasnąć. Moje myśli krążyły po zaułkach naszego miasta. W myślach odwiedzałem różne warsztaty a w nich znajomych mi rzemieślników. Byłem w warsztacie stelmacha pana Franciszka Bogusza, w warsztacie bednarza Stefana Świerczewskiego, w warsztacie rymarskimj pana Władysława Nazorka. Uświadomiłem sobie, że tych rzemieślników i ich warsztatów już nie ma. Przyszły mi na myśl słowa księdza Jana Twardowskiego. „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Tak, odchodzą ludzie a nimi ich zawody, które uprawiali.
Grot sztandaru rzeźnikówW swoich rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że nie muszę odwiedzać dawnych warsztatów we śnie i w wyobraźni. Jest w naszym mieście ostatni kowal , pan Józef Pawliszewski, który liczy sobie obecnie 82 lata, on będzie mógł mi opowiedzieć o swoim zawodzie.
Pana Józefa zastałem w swoim warsztacie stojącego przy śrubsztaku i odkręcającego śrubę. Zagadnąłem, co to jest za śruba, jakaś nie typowa z prostokątną mutrą. Pan Józef odpowiedział, że jest to śruba 12 z gwintem wytworowskim - takie śruby robiono u kowala.
Zapytałem pana Józefa, jak długo pracuje w swoim zawodzie? Odpowiedź była opowieścią o swoim zawodzie, życiu i rodzinie.
Ojciec pana Józefa - Antoni Pawliszewski, był kowalem. Swojego zawodu wyuczył trzech swoich synów Mariana, Stanisława i Józefa. Kuźnię Pawliszewscy mieli przy głównej szosie. Pracy nie brakowało. Transport po szosie odbywał się w tym czasie głównie zaprzęgami konnymi , tak i była potrzeba podkuć konia lub naprawić furę.
Zapytałem pana Józefa czy dziś podkułby konia? Odpowiedź brzmiała oczywiście, tylko koni do podkucia nie ma. Mam jeszcze w swojej kuźni; surowe podkowy , hufnale młotek kowalski , obcęgi , grefy , hacele , strug do kopyta , raszplę , kobyłkę do postawienia końskiej nogi , mam też dudkę dla narownych koni.
Obecnie do przyheftowania grefu do podkowy używa pan szwejsaparatu , ale jak to się robiło, kiedy w kuźni nie było prądu elektrycznego?
W kuźni jest kotlina, w której pali się ogień, do podniesienia temperatury metalu, ogień był podniecany powietrzem dmuchanym z miecha . Żelazna podkowa była rozgrzewana do koloru jasnoróżowego i wtedy gref był heftowany do podkowy.
Na zimę, koniom przybijano podkowy zimowe takie ażeby koń się nie ślizgał. W tym celu do podków wkręcano hacele ze specjalnym gwintem stożkowym.
Panie Józefie, czy obecnie pan by zrobił wóz konny na drewnianych kołach i żelaznych obręczach? Taki wóz bym okuł, ale dzisiaj, komu taki wóz jest potrzebny. Gdzie dzisiaj znaleźć stelmacha, który taki wóz zrobi z drewna, skąd znaleźć odpowiednie drewno na poszczególne elementy.
Musisz wiedzieć, że każdy element musi być zrobiony z odpowiedniego materiału. Piasta do koła powinna być z odziemka z brzozy, im bardziej zawiły tym lepszy, bo przy nabijaniu szprych nie rozszczypie się. Szprychy powinny być z drewna akacjowego. Dzwona kół należy zrobić z drewna jesionowego lub dębowego. Do wozu potrzebne będą progi i ławki , do przodka i do zadka Przy progach do przodka stelmach niech zrobi i spasuje sznice , ażeby wóz się nie składał i w następstwie czego, nie ułamać rozwory przy sworzniu .. Do zadka potrzeba spasować skręt kłonice i rozworę.
Obstaluj sobie jeszcze wrótnie wraz z poddenką oraz zastawki będziesz miał skrzynię do zwózki kartofli.
Potrzebne Ci będą drabiny do zwózki zboża, wzmocnione lisniunkam . Zrób sobie długie, co najmniej 12 łokci. Nie zapomnij zamówić dyszla hołobli sztylwagi orczyka i powęża.
Do wyjazdu na jarmark lub na odpust przydadzą Ci się drabinki, do których dokupisz sobie wiklinowe półkoszki.
Tak przygotowany materiał dostarczysz do mojego warsztatu to ja Ci wszystko po okuwam.
W piasty kół zaprawię żeliwny buks. Z obu stron piasty, dla wzmocnienia zaprawię trodyny, oraz ryfki, z zewnątrz mniejsze, od środka większe. Na dzwona kół nałoży się obręcze, przy pomocy drągów i specjalnych uchwytów nazywanymi rafcyglami . Przy pasowaniu obręczy muszę wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie. Po pierwsze ażeby ją dobrze zaszwejsować . Po drugie, aby nie była za mała, lub za duża.
Następnie w progach muszę wykamować sztamajzą bruzdy, w których zaprawię oś. Ławkę próg i oś należy zespolić czterema cybantami zamykanymi laberkami i wszystko skręcić śrubami. W środku przedniego progu należy spasować otwór na rozworę oraz przewiercić otwór na sworzeń. Przy przodku potrzeba jeszcze okuć sznice i zaprawić hak do hołobli, do jazdy w pojedynkę. Do jazdy w parokonkę potrzeba zamocować uchwyty do dyszla. Przy hołoblach potrzeba zaprawić na końcach kluby, które założymy na haki u przodka. Jeszcze potrzebne będą grzebienie do otos oraz szlufki do siodelnika i do pasków na końcach hołobli.
Koniec otosy przy pomocy ungierki założymy na sękle osi , podciągniemy na grzebieniu i przodek gotowy.
Zabierzmy się do okucia zadka Wszystkie czynności jak przy przodku kamowanie cybanty otwór na rozworę, tylko w progi zaprawia się skręt a w ławce będą otwory na kłonice Teraz za pomocą rozwory połączymy przodek z zadkiem zepniemy na środku ryfką i średnikiem oraz wetkniemy za zadkiem lunek i możemy wóz szykować do wyjazdu na odpust.
Nakładamy na wóz drabinki wymalowane olejna farbą na końcach spinamy drabinki szpastkami , nakładamy półkoszki, szykujemy dwa siedzenia i w drogę do Parysowa.
Jednak nie tak prędko, sam wóz, chociaż nowy i ładnie pomalowany, nie pojedzie. Potrzebny jest koń a może dwa, zaprzęgnięte uprzężą do wozu.
Idziemy do warsztatu rymarskiego i prosimy o uprząż. Rymarz prezentuje nam do wyboru brązowo-żółte szleje skórzane do zaprzęgu parokonnego. Ozdobne humunta krakowskie ze skórzanymi pasami wybijane mosiężnymi muńcami i sprzątrzkami.
Do ciężkich prac najlepiej konia zaprzęgnąć w humunt ruski, który jest przymocowany do wozu przez łuzwy i dułę do hołobli. Kliszcze humunta ruskiego wiązane są skórzanymi trokami, a u dołu ściągane spin okiem.
Do zaprzęgu ruskiego potrzebne są pułsory i podogonie służące do trzymania wozu przez konia, przy jeździe z góry. Dla ulżenia koniowi przy ciągnięciu, na grzbiet konia zakłada się siodełko przypięte poprętem, oraz siodelnikiem, który to siodelnik przjmował ciężar humunta na grzbiet konia. Zimą do jazdy na saniach do duły przytwierdzano mosiężny kołokolczyk , który ostrzegał o nadjeżdżającym pojeździe. Teraz posiadamy już pełne wyposażenie, jeszcze tylko bat w rękę a drugą lejce i w drogę. Nie powinno się zapominać o derkach dla koni, ponieważ po przejździe, na postoju, koń powinien być okryty.
Dawniej koń służył jako środek lokomocji. W pośpiechu można było wsiąść koniowi na grzbiet i na oklep przemieścić się. Tak można było przemieszczać się na bliskie odległości. Do jazdy w dalszą drogę, potrzebna była kulbaka do jazdy wierzchem. Kulbaka składała się z siodła , do którego przymocowane były strzemiona.j Siodło z koniem mocował popręt. Przy siodle przytwierdzone były juki , w których umieszczano obrok dla konia, oraz sakwy na potrzebny sprzęt wojskowy i żywność. Pod siodło kładziono na konia derkę, którą okrywano konia na postoju. Na łeb konia zakładano kantar lub uzdę , do której przymocowywano cugle Koń do biegu, był przymuszany przez jadącego ostrogami, które miał przymocowane do butów.
Cugle służyły do kierowana koniem, jednak koń reagował na głos jadącego. Zawołanie wio znaczyło – idź, prry znaczyło – stój, odsie - skręć w prawo, ksobie – skręć w lewo.


 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com