GAWĘDA O ZAWODZIE ZDUŃSKIM I KAMIENIARSKIM

W dniu świętego Józefa, naszego patrona - wspominamy rzemieślników i ich rzemiosła. W poprzedniej gawędzie mówiliśmy o rzemieślnikach pracujących w drewnie. Oni tak jak święty Józef obrabiając drewno wytwarzali dobra na pożytek bliźnim, oraz zarabiali na utrzymanie swych rodzin.
Rzemieślnicy z innych zawodów, też wybrali sobie za patrona świętego Józefa. Chociaż pracę swą wykonują w innym materiale, rodzaj ich pracy wcale się nie różni od pracy świętego Józefa.
Dziś chciałbym wspomnieć grupę rzemieślników pracujących w materiale twardszym od drewna. Wspomnę zawody; zdunów i kamieniarzy.
Rodzi się pytanie, kto to jest rzemieślnik, jakie warunki muszą zaistnieć, ażeby ktoś stał się rzemieślnikiem. Trudno to zdefiniować. W pierwszym rzędzie musi zaistnieć potrzeba wykonania, jakiegoś produktu. Drugim warunkiem jest pozyskanie materiału do wytworzenia potrzebnego wyrobu. Trzecim warunkiem jest człowiek, który pozyskane od Boga talenty, pracą swoich rąk przetworzy na potrzebny produkt.
Pan Bóg rozsyłając ludzi z raju powiedział „ Pracujcie i czyńcie sobie ziemie poddaną”. Jedni potraktowali to jako przekleństwo, inni odczytali to jako wskazanie i sposób na życie. Z tych, którzy nie przelękli się Bożego wskazania, wykształtowała się społeczność rzemieślnicza.
Pierwszeństwo w tej prezentacji zawodów, dałbym zawodowi zduńskiemu. W rozwoju cywilizacji ludzkiej, w pierwszym rzędzie potrzebny był zdun. W epoce jaskiniowej przygotowanie miejsca na ognisko, urządzenie miejsca do gotowania i upieczenia pożywienia, odprowadzenie dymu, wykonanie ogrzewania, osłonięcie jaskini od zimna i wiatru, to wszystko wykonywał rzemieślnik, którego dzisiaj nazywamy zdun. Do dziś podstawowym materiałem w tym fachu jest glina a narzędziem dłonie.
Jak widać i obecnie wiele w tym zawodzie się nie zmieniło, ale przeciętny człowiek, w tym na pozór prostym zawodzie, nie poradzi sobie bez wiedzy i doświadczenia zduna.
Do niedawna w moim domu były przedmioty zawodu zduńskiego. Przypomnę kuchnię do gotowania, piec grzewczy i piec do pieczenia chleba. Urządzenia te były tak zmyślnie połączone kanałami, że podczas gotowania w piekarniku można było upiec placek a ciepło tak pokierować szyberkami, ażeby ogrzewany był jeszcze piec.
Obecnie zawód zduński zanika, wyparły go instalacje budowane przez hydraulików, jednak kuchni węglowej do gotowania lub kominka ogrzewającego pokój nikt lepiej nie wykona jak zdun. Ostatnim mistrzem tego zawodu był nieżyjący już Michał Rybacki oraz jego synowie. Przydomek „ zdun” otrzymali po swoich pradziadkach członkowie rodziny Piesiewiczów.
Równolegle z zawodem zduńskim trzeba zaszeregować zawód kamieniarza. Zdun budujący palenisko lub komin zauważył, że glina wzmocniona kamieniem jest mocniejsza a komin wyłożony od zewnątrz płaskimi kamieniami nie namięka i nie rozpływa się na deszczu.
Powstała potrzeba pozyskania odpowiedniego rodzaju kamienia do budowania. Ktoś musiał zająć się dostarczeniem odpowiedniego kształtu budulca, inni musieli się nauczyć kruszyć i obrabiać potrzebny materiał.
W krajach o ciepłym klimacie kamień posłużył do budowy domów. Egipcjanie doszli do takiej perfekcji w obróbce kamienia, że kilkadziesiąt wieków temu wznieśli olbrzymie piramidy z kamienia. Dziś oglądających te budowle zachwyca kunszt wykonania i perfekcyjna obróbka tylu tysięcy bloków kamiennych.
Nasi pradziadowie w swej wędrówce z „Edenu”, obrali sobie na zamieszkanie ziemię nad rzeką „Wilgą” i „Eliaszem”. Uznali Oni, że jest to najpiękniejszy skrawek ziemi, tu będą żyli i pracowali. Dziś my żyjący na tej ziemi, podzielamy wybór naszych pradziadów. Przodkowie nasi, kiedy wykarczowali potrzebny obszar puszczy, ażeby uzyskać pola do uprawy zbóż stwierdzili, że ziemia jest tu żyzna. Mankamentem jednak stały się kamienie zalegające gęsto pola.
Kamienie te są pozostałością po licznych lodowcach, jakie w prahistorii ziemi spływały z północy. Różny kolor tych kamieni świadczy o tym, że przywędrowały one z różnych miejsc i w różnym czasie.
Nasi pradziadowie nie mieli sposobu na zagospodarowanie tego bogactwa. Czasem kilka kamieni potrzebowali pod podwaliny budującego domu. Drobniejsze wynoszono do strumienia, ażeby utworzyć bród na wodzie. Większe układano w strumieniu, ażeby zbudować kładkę.
Kamienie te przeleżały w naszej garwolińskiej ziemi aż do czasów naszych dziadków. Z zalegających pola kamieni zaczęto brukować drogi. Możnowładcy z kamienia i cegły budowali swoje dwory z kamiennymi piwnicami. Jako najstarszą budowlę w Garwolinie można wskazać murowany dwór rodu Czyszkowskich.
W 1806 roku na gruntach Czyszkowskich wzniesiony został pałacyk na cześć księcia rosyjskiego Aleksandra, który zatrzymał się w Czyszkowie w drodze do Puław. Od tamtej pory pałacyk nazywany jest Aleksandrówka a z czasem nazwą tą nazywano całą dzielnicę miasta.
Starą budowlą kamienną jest postument metalowego krzyża, stojącego obecnie przy ulicy Wiejskiej. Niegdyś obok tego krzyża była brama wjazdowa do dworu Czyszkowskich.
Starymi budynkami wybudowanymi z kamienia i cegły są czworaki dworskie w Czyszkowie.
W roku 1813 przy obecnej ulicy Kościuszki wybudowany został z kamienia i cegły obelisk, w którym umieszczono figurkę świętej Barbary.
Nadszedł rok 1834, w tym to roku rozpoczęto budowę w Garwolinie pierwszego kościoła murowanego, W tym to czasie zainteresowano się leżącymi w polu kamieniami. Potrzeba pozyskania kamiennego materiału do budowy kościoła była, ale problem stanowiło przemieszczenie ciężkich kamieni na plac budowy.
Budowę kościoła wykonywał rzemieślnik bez wsparcia fachowego inżyniera. .Ukończono budowę w roku 1839 a już w kilka lat po zakończeniu, rozpoczęły się pierwsze naprawy.
W 1835 roku, przez Garwolin budowany był trakt wołyński. Powodem budowy drogi, obok względów gospodarczych, były względy militarne. Władze carskie wyciągnęły wnioski z niedawnych wydarzeń z roku 1830, kiedy to do stłumienia buntu „Powstania listopadowego” skierowano wojsko z Krymu. Z powodu braku dróg wojsko nie mogły szybko przemieścić się do Polski.
Do budowy dróg potrzeby jest kamień drobniejszy. Zbierano go z pól i dostarczano na budującą się drogę. Była potrzeba, znaleźli się też i nauczyciele (inżynierowie), którzy nauczyli wytwarzać narzędzia do łupania kamienia, nauczyli brukować. Tak powstały zawody brukarza i kamieniarza.
Następnym zapotrzebowaniem na kamień ( kruszywo) był budujący się w latach 1870-77 tor kolejowy. Tu już widać większy kunszt w budownictwie kamiennym. Do dziś stoją wybudowane wtedy z kamienia przepusty i przyczółki mostowe.
Po „Powstaniu styczniowym” władze carskie uznały, że w Garwolinie potrzebne są koszary, gdzie umieści się wojsko. Podczas powstania, Polacy z okolic Garwolina, sporo nadokuczali Rosjanom – będzie pod ręką „bat”.
Do budowy znów potrzebny był miedzy innym materiał kamienny. Materiału nie przywożono koleją, ale pozyskiwano go na miejscu. Rzemieślnicy byli, wyuczeni poprzednio a ich ilość zależała od potrzeb.
Nadszedł rok 1889, w Garwolinie omal nie doszło do katastrofy budowlanej. Wybudowany przed pięćdziesięciu laty kościół należało rozebrać. Powodem były słabe fundamenty. Na domiar złego w maju 1889 zmarł ksiądz Tadeusz Gorczyński główny koordynator prac projektowych, oraz organizator parafian do prac rozbiórkowych i budowy nowego (obecnego ) kościoła.
W sierpniu tegoż roku sprawami budowy kościoła zajął się ksiądz Adam Sadowski. Z cegły pochodzącej z rozbiórki kościoła, wybudowano szpital na Aleksandrówce (obecny budynek pana Stefana Brzeźnickiego), gruzem utwardzono rynek (obecny skwerek w centrum miasta).
Teraz do pracy zabrali się wysokiej klasy rzemieślnicy „ inżynierowie budowlani”- sławny ze swych dzieł Józef Pius Dziekański wraz z inżynierem Modrzewskim. Inżynierowie wyciągnęli wnioski z poprzednich błędów budowlanych, uznali, że „grunt to fundament”. Rozeznali teren i uznali, że materiału na porządny fundament nie brakuje. Budowniczowie uaktywnili niedawnych kamieniarzy, którzy budowali koszary, kolej żelazną, Trakt Wołyński
Zaczęto łupać leżące w polu kamienie. Kunszt zawodu kamieniarskiego, garwolińscy rzemieślnicy potwierdzili swoimi wyrobami. - Spójrzmy na karmienie w fundamencie naszego kościoła. Kamienne bloki obrobione do kantu, jednakowej wysokości, z płaską obwódką w koło.
Spójrzmy na stopnie schodów wejściowych. Są tam kamienie, długie na około trzech metrów. Wyobraźmy sobie, z jakich to głazów trzeba było je wyłupać i tak je pozyskać, ażeby nie pękły w długości. Prace kamieniarskie wykonywał między innymi pan Głaszczka w Woli Rebkowskiej Policzmy sobie ile to metrów sześciennych. Weźmy pod uwagę całą powierzchnię kościoła dodając ileś metrów w głąb ziemi –wielka ilość kamieni.
Pozyskany w polu materiał to jest jeden aspekt budowy. Innym problemem jest potrzeba przemieszczenia materiału. W tym czasie dysponowano tylko transportem konnym, zaprzężonym do drewnianego wozu z żelaznymi osiami i obręczami na kołach. Dziadkowie opowiadali, że przy zwożeniu kamieni na kościół, osie wozów wyginały się.
Zimą radzono sobie, w ten sposób, że z rosochatego drzewa sporządzano sanie i tak zwłóczono kamienie. Tu z rolnika powstał zawód transportowca „furmana”.
Podziwiać należy mistrza (kierownika budowy), który musiał tak zsynchronizować zwózkę materiału, ażeby odpowiedni kamień dostarczony był w odpowiednim czasie. Przyznać należy, że budową ta przeprowadzona była bardzo sprawnie. Budynek kościoła z nakrytym dachem i ołtarzem głównym, zbudowany został do roku 1894.
Jako ciekawostkę przytoczę opowiadanie mojego kolegi Edwarda Kotlarskiego. Wspominał, że jego dziadkowi Michałowi Kotlarskiemu, w uznaniu zasług za pracę przy budowie kościoła, ksiądz jako pierwszemu udzielił ślubu, przed nowym ołtarzem w nowym kościele.
Po zakończeniu budowy kościoła, zostało dużo kamienia, który nie był wbudowany. Kamieniem tym wybrukowany został plac przed kościołem. Brukarze dla upamiętnienia roku zakończenia budowy, na środku placu, czarnymi kamieniami wybrukowali datę 1894.
Jeśli ktoś będzie czytał moją gawędę pomyśli sobie, że chyba w Garwolinie wszystkie kamienie zostały zagospodarowane. Jednak odpowiem, że nie wszystkie. Podczas budowy „naszej szkoły” w roku 1930- 1935 starczyło jeszcze kamienia na wybudowanie podpiwniczenia wkoło całej szkoły i sali gimnastycznej. Obróbką kamienia przy szkole zajęli się też garwolińscy kamieniarze, tylko z innego pokolenia.
Przy skrzyżowaniu ulicy Kościuszki i Mazowieckiej, stoi kamienny krzyż z czerwonego granitu z roku 1907. Na krzyżu wykuta jest inskrypcja „Krzyżu Chrystusa osłoń nas swymi ramiony” Niżej jest napis „Fundacja rzemieślników miasta Garwolina”. Na samym dole u podnóża krzyża jest napis, że „ Krzyż wykonał Stanisław Chmielewski z Garwolina”. Rzemieślnik ten, żył i tworzył w naszym mieście. Między innymi, zbudował ogrodzenie wokół naszego cmentarza. Na naszym cmentarzu jest Jego nagrobek, też z czerwonego granitu.
Za mistrzem kamieniarstwa znaleźliśmy się na cmentarzu. Spójrzmy - ile jest tu wyrobów tego rzemiosła. Udanych, mniej udanych, drogich i jeszcze droższych. Mnie jednak najbardziej przypadł do gustu, nagrobek z czerwonego piaskowca na grobie Mieczysława Łagowskiego.
Na zakończenie, przenieśmy się do nowego kościoła, Matki Boskiej Częstochowskiej. Tu podziwiajmy wyroby przemysłu kamieniarskiego. Patrząc na te dzieła, możemy porównać pracę rzemieślnika z młotem i „meslem”, w zestawieniu z diamentowymi piłami i mechanicznymi szlifierkami i polerkami.

 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com