Autor

 

Budzeń

 

 

Tytul

 

Rok

     Hasło ‘Budzeń’ do niedawna kojarzyło się nam z ulicą w Garwolinie. Obecnie jest to raczej dzielnica miasta, złożona z ulic: Stawki ,Zacisze, Zagrodowa, Jutrzenki, Księcia Konrada III, Parysowskiej, Księżnej Anny Mazowieckiej. Księcia Janusza I.

Nazywający ulice w Budzeniu zapomnieli, że dawno temu była tam ulica Wiatraczna. Mało kto kojarzy z tą dzielnicą postacie z historii naszego miasta. Podobnie, na pytanie skierowane do mieszkańców Budzenia, co wiedzą o tej nazwie, najczęściej słyszy się odpowiedź: „widocznie mieszkał tu ktoś, kto budził”. Odpowiedź ta ma pewne uzasadnienie, bo do niedawna na końcu tej ulicy w swoim gospodarstwie zwanym „kaczym dołem” mieszkał pan Józef Janiec – człowiek bardzo pracowity, niewielkiego wzrostu, ale dysponujący silnym głosem. Wstawał do pracy bardzo rano, a wydawanymi poleceniami budził całą okolicę. Jednak nazwa „Budzeń” istniała dużo dawniej.

     Chcę zwrócić uwagę na pewne miejsce za Budzeniem, to jest na pola zwane Okrężnice. Idąc od krzyża Maszkiewiczów tak zwaną „Kościelną Drogą” (na północ w kierunku Jagodnego) w odległości 100 metrów, na polu pana Wągrodzkiego orzący ziemię skarżą się, że na długości około 30 metrów, pług idzie po kamieniach, jak po bruku. Są różne domysły na ten temat, jedni twierdzą, że stał tu kościół, inni, że było tu dawna osada ludzka. Nic tylko należałoby rozpocząć wykopaliska. Lecz zanim zaczniemy kopać ziemię „przekopmy” to, co mądrzy ludzie napisali na temat historii naszego miasta. Czytając opracowanie pana Zbigniewa Gnata-Wieteski dochodzi się, że w miejscu tym stały dworskie stodoły. Był to dwór „Budzeń”, pamiątkami po nim są te kamienie w polu, kamienna piwnica w Budzeniu na placu Jana Maszkiewicza, i wysychająca sadzawka nad Eliaszem.

      Czytelnikowi nasuwa się seria pytań. –Jaki dwór? Kiedy powstał? -Kto go organizował? Kto w nim mieszkał? Jaka powierzchnią ziemi dysponował?. Dlaczego nazywał się „Budzeń?. Chciałbym, w miarę mojej skromnej wiedzy, udzielić odpowiedzi na te pytania. Chcę powiązać zdarzenia historyczne z sytuacjami, jakie mogłyby się wydarzyć. Jednak nie są to fakty historyczne, ale moje skojarzenia faktów historycznych z wydarzeniami i osobami z czasów powstawania naszego miasta. Nazwijmy, więc to opracowanie jako legendę.

      Przedstawię pewien scenariusz, może w ten sposób najbardziej dostępnie będę mógł udzielić odpowiedzi. Przenieśmy się wyobraźnią w drugą połowę XIV wieku W Polsce królem jest Kazimierz Wielki, który w swych założeniach miał rozwój gospodarczy kraju. Mazowsze jest samodzielnym księstwem rządzonym przez Ziemowita III, księcia Czerska i całego Mazowsza. Książę rządzi podległymi terytoriami przez swoich wojewodów. Wieś Garwolin leży na trasie z Czerska na wschód, przez Żelechów na Ukrainę, oraz przez Łuków na Ruś.

      Jest przedwiośnie roku 1386 roku, przed dom chorążego płockiego Andrzeja Ciołka w Płocku zajeżdża konno młodzieniec, najmłodszy syn chorążego imieniem Wigand.

      Przebywał on przez kilka lat poza domem pobierając nauki w klasztorach i akademiach. Był zdolnym uczniem i pozyskał duże wykształcenie. Przed domem powitali Go rodzice starsze rodzeństwo i służba. W domu wojewody przy kolacji rozmowy o podróży. Młodzieniec odpowiada, że na przedwiośniu jest się łatwiej poruszać, gdyż rzeki są zamarznięte i drogi nie grząskie. Pytania co słychać w świecie? Wigand opowiada jak młodą jedenastoletnią Jadwigę wydają za trzydziestopięcioletniego Jagiełłę. Dalsze pytania? Co w domu? A co na zamku w Czersku? Tu stary chorąży opowiada, że Książę Janusz I, następca po zmarłym przed pięciu laty (1381roku ) Ziemowicie III zwołuję na drugą połowę maja naradę starszyzny na zamku. Na tę naradę ojciec i syn wybiorą się razem. Tydzień przed wyznaczonym terminem chorąży wraz z synem oraz przyboczną drużyną konno wyruszył na południe wzdłuż Wisły ku Czerskowi. Wiózł on dla księcia sporą sakwę, którą bacznie strzeżono, była to danina od poddanych. Podczas podróży Wigand z ojcem prowadził rozmowy na różne tematy: na zły stan dróg, na brak przepraw przez przeszkody wodne lub na brak zajazdów, gdzie podróżny mógłby przenocować. W konkluzji rozmów doszli do wniosku, że najlepiej byłoby, poszukać sobie jakiejś nowej siedziby niedaleko zamku i być blisko księcia oraz spraw Księstwa.     


Podróżni przyjechali na zamek w Czersku dzień przed naradą. Drużyna wraz ze służbą znalazła sobie kwatery na podzamczu, natomiast chorąży z Wigandem udał się do księcia. Stary chorąży rozliczył się przed księciem z zebranych danin oraz omówił krótko zarysy swojego sprawozdania, które nazajutrz miał szczegółowo przedstawić jego syn. Książę bacznie obserwował niewiele młodszego od siebie Wiganda. W zachowaniu Jego było widać, że jest to człowiek obyty w obyczajach. Zagadnął go, gdzie się uczył, czy zna języki, co zamierza robić. Z powodu braku czasu, gdyż inni interesanci czekali, książę zapowiedział Wigandowi, że po naradzie będzie chciał z nim porozmawiać. Po wyjściu z gabinetu księcia obaj Ciołkowie udali się na dziedziniec zamkowy gdzie spotkali rodzinę księcia. Najpierw złożyli ukłony żonie księcia, księżnej Annie, córce księcia litewskiego, Kiejstuta. Następnie pokłonili się bratu księcia, biskupowi Henrykowi i siostrom Salomei i Eufemii oraz bratu księcia, Ziemowitowi IV Płockiemu, pod którego rozkazami również chorąży służył. Potem nastąpiły powitania ze znajomymi rycerzami, z którymi przez całą zimę się nie widzieli.

      Następnego dnia po nabożeństwie w przy zamkowej kaplicy, w sali rycerskiej rozpoczęła się narada. Spotkanie zagaił kasztelan zamkowy, powitał zgromadzonych i przedstawił porządek obrad. Po kasztelanie zabrał głos książę. Przedstawił sytuację w kraju poinformował, że królem Polski jest książę litewski Jagiełło, kuzyn jego żony, Anny, który na chrzcie przyjął imię Władysław. Przedstawił program działań nowego króla, który zamierza kontynuować reformy rozpoczęte przez zmarłego króla Kazimierza Wielkiego. Następnie przedstawił program zadań wynikających z tych reform przypadających dla księstwa oraz poszczególnych województw i powiatów. Były to zadania w dziedzinie utrzymania szlaków komunikacyjnych, budowy i organizacji nowych miast, organizacji handlu, oraz sprawy bezpieczeństwa.

Po wystąpieniu księcia rozpoczęła się dyskusja. Zaczęły się narzekania na brak środków, na powodzie na nieurodzaje i t p. Przyszła kolej na wystąpienie Wiganda. Ten w sposób rzeczowy przedstawił, jak wytyczyć szlak komunikacyjny, jak zorganizować miejscowych ludzi do budowy mostu, jak zachęcić ich do pracy, organizując im rozrywki przy muzyce lub ognisku. Krótko opowiedział o swoich spostrzeżeniach, jak w świecie organizuje się miasta i jak w nich rozwija się rzemiosło i handel. Zakończył powiedzeniem „przecież i nie od razu Kraków zbudowali”. Wypowiedź Wiganda nagrodzona została gromkimi oklaskami. Narada trwała do późnego wieczora.

Następnego dnia na zamku odbyła się uroczysta uczta na cześć przybyłych gości. Wigand bacznie obserwował młode dwórki, on też był obiektem ich zainteresowania. Książę widząc nieśmiałość młodego gościa podszedł do niego i poprowadził go do swojej młodszej siostry Eufemii, której przedstawił Wiganda. Ponieważ Eufemia była dziewczyną urodziwą i równą wiekiem Wigandowi szybko nawiązała się rozmowa, uśmiechy, tańce, spacery, a może i miłość.( Późnej Eufemia została żoną księcia opolskiego, Władysława).

Ciołkom nie spieszno było wyjeżdżać z Czerska, gdyż po pierwsze Wigand czekał na zapowiedzianą rozmowę z księciem, po drugie piękna Eufemia, a po trzecie i ojcu Andrzejowi na dworze wcale się nie dłużyło. Któregoś ranka posłaniec książęcy poprosił Wiganda na śniadanie, przy którym książę zaproponował Wigandowi, pracę w kancelarii książęcej. Wigand mało nie podskoczył, przecież jeszcze w drodze o czymś takim marzyli. Młody Ciołek z szacunkiem podziękował księciu i obiecał jak najlepiej wykonywać swe obowiązki. Praca w zamku bardziej sprawiała Mu radość niż zmęczenie. Po pracy zwiedzał konno okolicę lub towarzyszył księciu w przejażdżkach lub w podróżach.

Pewnego letniego dnia wybrał się Wigand konno, ażeby odwiedzić swoich stryjów, którzy mieszkali we wsi Żelechów. Przeprawił się przez Wisłę i ruszył w podróż. Kiedy przejeżdżał przez rzekę zerwała się burza, Wigand postanowił przerwać podróż. Widząc parobków spędzających konie z nadrzecznego pastwiska, jeździec pojechał także za końmi i trafił na podwórzec dworu pana Czyszkowskiego Podróżny przystanął pod okapem domu trzymając w ręku lejce. Pan Czyszkowski poprosił podróżnego do domu, tam rozpoznał w nim niedawnego znajomego z narady w Czersku. Zaczęły się rozmowy na tematy z narady. Wigand opowiadał o swoim stanowisku na zamku, o tym jak chłopów zachęca do pracy przy budowie dróg. Opowiadał o dzisiejszej przygodzie. Kiedy wyjeżdżał z Czerska, na jarmarku kupił kilka siekier, które zabrał ze sobą. Jadąc przez strumień, który pokonał wpław zawołał dwu blisko mieszkających chłopów. Powiedział im, że te siekiery będą ich, ale mają zbudować most nad strumieniem. Chłopi zaraz zabrali się do pracy. Wigand zagadnął pana Czyszkowskiego, co myśli o tym, żeby z wsi za rzeką zrobić miasto. Przez wieś prowadzi szlak handlowy z Czerska na Wołyń i na Ruś, ma dobre położenie na wzniesieniu, blisko woda, dużo lasu, z którego można będzie pozyskać budulec. We wsi jest kościół, jest kilku rzemieślników Z tego zaczynu może powstać miasto. „A co z funduszami” – zapytał pan Czyszkowski – „przecież narzędzia do pracy trzeba ludziom dać, a za pracę zapłacić”. Wigand spojrzał przez okno, które wychodziło na północ i zapytał pana Czyszkowskiego, czyje są lasy za wsią. „Książęce”. „To właśnie Książe ma czym płacić.


 Po burzy obydwaj wybrali się obejrzeć teren. Przejechali przez rzekę i truchtem przez wieś. Za kościołem wjechali w szlak łukowski, po przejechaniu przez most na strumieniu skierowali się w lewo, tu prowadziła droga do grodziska w Kozłowie. Po przejechaniu około 200 metrów dojechali do strumienia. Za strumieniem znów wzniesienie, na którym rósł potężny las. Pojechali dalej na zachód gdzie napotkali ścieżkę wydeptaną przez ludzi, prowadziła na północ. Dalej znów strumień, a za strumieniem znów potężny las. Przejechali jeszcze kilkaset metrów, wciąż piękny las, na żyznej ziemi, która można zamienić na pola uprawne.

Wigandowi spodobało się to miejsce. Postanowił pokazać te tereny ojcu i stryjom i przekonać ich, że tu należy zbudować miasto. Z tego miejsca będzie bliżej do Czerska niż z Płocka. Wracając pan Czyszkowski wskazał, że ścieżka, którą jechali prowadzi do wsi książęcych Jagodne i Puzonów, których to wsi on jest nadzorcą.

.Panowie wrócili z wycieczki późnym popołudniem. Przy podwieczorku Wigand zagadnął gospodarza, czy nie ma w okolicy kogoś, kto znałby się na budownictwie Pan wskazał swojego pracownika, Mikołaja, pochwalił jego talent i umiejętności. Oznajmił, że umie on czytać i pisać oraz nadzorować ludzi przy pracy. Teraz pozostała tylko rozmowa z mistrzem Mikołajem. Ten przyjął propozycję młodego Ciołka. Wstępne rozmowy zostały przeprowadzone, teren wybrany, pozostały formalności urzędowe i pozyskanie kredytów na pokrycie kosztów.

.Na drugi dzień Wigand wybrał się w dalszą drogę w kierunku Żelechowa. Ponieważ nie znał drogi pan Czyszkowski poradził mu jechać wzdłuż rzeki. Po dwóch godzinach jazdy Wigand rozmawiał już ze swoimi styjami. Stryjom podobały się plany Wiganda, aprobowali je i obiecali wsparcie finansowe. Wczesnym popołudniem Wigand wyruszył w drogę do Czerska. Stryjowie wskazali Mu inną drogę przez Górno. Przed spichrzami książęcymi zatrzymał się ażeby obejrzeć stan zapasów spichlerzy książęcych. Po niewielkim odpoczynku młody urzędnik książęcy ruszył w dalszą drogę. Kiedy przejeżdżał przez strumień, gdzie wczoraj podarował chłopom siekiery, zobaczył, że leżą tu już kłody drzewa na most.

 Z głową pełną planów i pomysłów Wigand dotarł do Czerska. Nazajutrz długa rozmowa z księciem szkicowanie planów liczenie kosztów ustalanie terminów znalezienie wykonawców wyznaczenie nadzoru. Wigand na wszystkie wątpliwości znalazł rozwiązania. Wreszcie akceptacja księcia. Książę wydał polecenie przygotowania aktu erekcyjnego miasta. Skorzystano z wzorów erekcyjnych innych miast. Była to lokata miasta na prawie niemieckim. Akt erekcyjny ma być odczytany we wsi Garwolin w dniu 6 sierpnia 1386 roku.

 Nadszedł dzień 6 sierpnia – dzień Przemienienia Pańskiego. Od rana we wsi atmosfera świąteczna, od kilku dni sprzątanie obejść równanie i zagrabianie piasku na ulicy, droga i płoty umajone tatarakiem, kościół, choć stary umajony wieńcami z liści i kwiatów, krzyże przydrożne od samego Osiecka przybrane wieńcami i kwiatami. Dla całej okolicy wielkie wydarzenie. Dziś do Garwolina tą drogą będzie jechał sam książę Janusz I z bratem biskupem Henrykiem i cały dwór książęcy. Jadą tą drogą też liczni rycerze strojnie ubrani hen zza Wisły.

            Przed południem na placu przed kościołem zebrała się cała ludność z okolicznych wiosek. Wszyscy oczekują przyjazdu księcia i dworu książęcego. Wreszcie poruszenie wśród oczekujących. Jadą! Tuman kurzu! Orszak wjeżdża na plac przed kościołem. Oczekiwani goście zsiadają z koni. Na ustawione podium wchodzi pan Czyszkowski. Wita w imieniu miejscowego społeczeństwa dostojnych gości. Dzieci wręczają gościom wiązaneczki polnych kwiatków. Na podium wszedł książę i w kilku słowach podziękował za serdeczne powitanie. Nastąpiła krótka przerwa, gdyż goście chcieli się trochę obmyć z kurzu i odświeżyć po podróży.

Na przygotowanym ołtarzu rozpalono świece i po chwili biskup Henryk rozpoczął Mszę Świętą. Po wstępnych modlitwach po łacinie diakon odczytał po polsku Ewangelię. W ewangelii czytano o przemienieniu Pana Jezusa na górze Synaj, o Eliaszu i Mojżeszu, oraz trzech przybytkach Ksiądz biskup rozwinął temat z Ewangelii i porównał erygowanie nowego miasta z biblijnymi trzema przybytkami. Jednym z przybytków miał być nowy kościół, gdyż obecnie stojący był budowlą starą. Drugim przybytkiem będzie budynek, w którym przyszły wójt będzie sprawował swój urząd. Trzecim przybytkiem będzie budynek, w którym urzędnik książęcy będzie mógł zamieszkać Dalej, mówił biskup, kościół poświęcamy Bogu, budynek urzędu poświęćmy Mojżeszowi a dom urzędnika poświęćmy Eliaszowi. Zdumieni słuchacze zdziwili się, skąd takie skojarzenia. Biskup widząc konsternację w oczach słuchaczy obrócił się na wschód wskazał ręką zbiegające się dwa strumienie wody. Ten, który płynie z północy a nad którym będzie stał dom wójta nazwijmy rzeka Eliasz, a wody, które płyną ze wschodu nazwijmy rzeka Mojżesz. Biskup kazał zaczerpnąć wody z tych potoków i nią poświęcił wszystkich zebranych. Nazwa Eljasz zachowała się do dziś, a rzekę płynącą od wchodu nazwano później od miejscowości Wilga, przy, której rzeka wpływa do Wisły

            Po skończonym nabożeństwie herold książęcy zaczął odczytywać treść aktu erekcyjnego. Na mocy tego aktu Garwolin otrzymał 35,5 włóki ziemi ( ok. 450 ha.), mógł mieć postrzygalnię (sukna) i dochody z niej przeznaczyć na użytek miasta. Mieszczanie zwolnieni zostali od opłat celnych na terenie całego księstwa.


 Najważniejszą osobą w mieście jest wójt, którego powołuje i może odwołać tylko książę. Na wójta mianowany zostaje mistrz Mikołaj pochodzący z Czyszkowa.

            Na uposażenie wójta składa się 1 łan gruntu ( ok.30 ha na obecnych polach zwanych Okrężnice), 1/2 włóki ziemi ( ok. 7 ha. w obecnym Budzeniu) po obu stronach strumienia Eliasz, gdzie zostanie zbudowany dwór dla wójta.

Wójt ma prawo sądzić pospolitych przestępców i pobierać 1/3 część kar sądowych, a 2/3 przekazywać do kasy księcia ( stad pochodzi powiedzenie „pogódźmy się, przecież do wójta nie pójdziemy”).

            Na mocy aktu erekcyjnego ustanawia się, że w mieście będzie szpital i na utrzymanie jego przeznacza się pewien obszar gruntu, z którego będzie można czerpać zyski.

Ogłoszono również, że w mieście odbywać się będą jarmarki. Dalej herold odczytał, że urzędnikom książęcym należy się posłuszeństwo i jakie kary grożą za obrazę urzędnika. Do nadzoru wykonania powyższej erekcji wyznaczono Wiganda Ciołka. Ogłoszono także, które rody sponsorują powyższe przedsięwzięcia.

 Po części oficjalnej pan Czyszkowski poprosił wszystkich obecnych do swego dworu na poczęstunek. Oczywiście, że goście z dworu książęcego zasiedli za pierwszymi stołami, ale i dla służby piwa i jedzenia nie zabrakło.

Święto minęło, czas zabrać się za robotę a pracy był ogrom. Mistrz Mikołaj okazał swoje zdolności organizacyjne. Zaczął rysować plany wytyczać zarysy budynków, organizować brygady cieśli. U rzemieślników zamawiać potrzebne narzędzia. Wieś Garwolin aktywnie pracuje przy budowie miasta. Mistrz Mikołaj za wszystko płaci, a dla najsolidniejszych obiecuje nagrodę księcia - ziemię. Zamówienia dostali także inni rzemieślnicy: kołodzieje na wozy, rymarze na uprząż, kowale na narzędzia ze stali.

Lato we wsi mijało na zbiorach plonów ziemi i szykowaniu żywności na zimę. Jesienią zahuczały topory w lasach nad potokiem Eliasz. Przygotowywano teren pod budowę dworu i gromadzono materiał na dom. Była to pierwsza budowla dla miasta, gdyż wójt nie miał gdzie mieszkać. Drwale i cieśle całą zimę pracowali, gdyż miał to być nie zwykły dom, ale dom wójta, w którym w razie potrzeby będzie chciał zagościć i książę. Latem dom został zbudowany, a na zimę zamieszkał w nim mistrz Mikołaj.

 Jednak dom to nie dwór. Potrzebne są jeszcze zabudowania gospodarcze jak stajnie i stodoły oraz infrastruktura gospodarstwa jak: drogi, mosty, młyn, mleczarnia, olejarnia, i t p. Cały czas rąbano las. Budowano coraz to nowe obiekty W mieście przy obecnej ulicy Nadwodnej wybudowano ratusz, tak zwany dom wójta. Od tej chwili mistrz Mikołaj mógł sprawować swój urząd.

W akcie erekcyjnym zapisana jest jeszcze jedna budowla do realizacji – kościół. Materiał na kościół jest, ale fundusze, które zaoferował biskup Henryk nie nadchodzą. Na wszystko potrzeba czasu. Władze archidiecezjalne znajdują się w Poznaniu. Z Czerska do Poznania jest szmat drogi. Wreszcie Biskup Henryk zawiadamia, że są fundusze. Mistrz Mikołaj uaktywnia swoje przedsiębiorstwo budowlane. Potrzebny porządny materiał i najlepsi fachowcy. Prace trwały długo, ale w efekcie miasto otrzymało nowy kościół. Następstwem tych prac, było erygowanie w roku 1418 parafii Garwolin.

Budownictwo w mieście nie ustawało ciągle coś budowano i w związku z tym cięto las. Było to na rękę mistrzowi Mikołajowi, bo przecież do swego urzędu w akcie erekcyjnym dostał dwie włóki ziemi, na której jeszcze rósł las. Na tym to terenie, po wyrębie postawione zostały stodoły. Tu jest odpowiedź na pytanie, skąd dziś są kamienie na polu pana Wągrodzkiego.

Jak można zauważyć mistrz Mikołaj nie ma nazwiska. Prawdopodobnie nie był pochodzenia szlacheckiego, choć wiedzą, przewyższał niejednego szlachcica. Przez zbieg pomyślnych okoliczności pozyskał urząd wójta. Z powierzonych funkcji dobrze się wywiązywał. Nadzorujący budowę miasta Wigand był zadowolony z jego pracy.

Jednak w środowisku miejskim uważano, że tak ważny człowiek w mieście nie może nazywać się tylko Mikołaj. W mieście Mikołajów jest wielu. Ten, ponieważ buduje miasto, nazwany został „Budoń”. Kiedy interesant szedł domu Mikołaja, pytał o dom „Budonia.” Z biegiem lat Mikołaj mając dobrych protektorów awansował, może i otrzymał szlachectwo. W roku 1425 po blisko trzydziestu latach budowania miasta Mikołaj wyprowadza się z Garwolina. Może od tej daty Mikołaj nazywa się Budyński lub Budzyński, a miejsce gdzie żył mistrz Mikołaj nazwano Budzeń. W dwa lata po zatwierdzeniu przez księcie Janusza I praw miejskich Garwolina (1423r.) urząd wójta i dwór Budzeń przejmuje Piotr de Wnyno. Dla mistrza Mikołaja może już Budzyńskiego książe wyznaczył następne zadania. W historii Mikołaj pozostał bez nazwiska, ale nazwa miejsca gdzie mieszkał, po przekształceniu pozostała do dziś.

Tym czasem w Czersku wielkie poruszenie po przyjeździe z Garwolina. Ksiaże zaskoczony -na całej drodze konie nie zamoczyły nóg. Wybudowano nowe mosty. Omawiano gościnność pana Czyszkowskiego. Ciołkowie sowicie sponsorują budowę. Wigand otrzymuje pochwały i nowe zadania. Za pochwałami posypały się awanse. Pan Czyszkowski będący dotychczas zarządcą książęcym dostaje tytuł starosty. Andrzej Ciołek dźwigający całe życie chorągiew płocką otrzymał tytuł wojewody.

Czas płynie budowa miasta robi postępy i historia pisze się dalej. W roku 1396 umiera Andrzej Ciołek, kuzyni Wiganda domagają się rozliczenia z włożonych funduszy, jakie włożyli w budowę miasta. Książe w 1407 rozlicza się z Ciołkami. Płacił ziemią .Rok 1410 data bitwy pod Grunwaldem. Drużyna starosty Czyszkowskiego na pewno brała udział. Rok 1423, znów uroczystość w Garwolinie. Książe Janusz I potwierdza prawa miejskie. Po tym sukcesie Wigand awansuje. Ksiaże mianuje Go kasztelanem na zamku w Czersku, gdzie sprawuje swój urząd aż do roku 1452 prawdopodobnie do śmierci. Rok1429, umiera Książe Janusz I. Rządy na zamku w Czersku przejmuje Bolesław IV rządzi do roku 1454. Za rządów Bolesława w roku 1447 uzyskuje prawa miejskie wieś Żelechów. Sponsorami budowy też byli Ciołkowie. Po Bolesławie księciem Czerska jest Konrad III ( rudy)1463-1503.

W historię naszego miasta wplata się książe Konrad III wraz z synem –Janusz III i księżną Anna Mazowiecka. Książętom spodobał się Garwolin i chciał tu mieć mieszkanie. Ponieważ wszystkie place w mieście zostały już rozdysponowane, książe domówił się z plebanem i zamienił grunty w Woli Rębkowskiej na plac z gruntów kościelnych i tam wybudował dom. Do niedawna dom ten jeszcze stał mieszkała w nim rodzina Modrzewskich. Przez pewien czas pan Stanisław Modrzewski był burmistrzem miasta. Obecnie na tym terenie jest ulica Modrzewskiego. Pamiątką po tym „dworku” jest stojący do dziś stary dąb. Fotografię posiada potomek Modrzewskich  pan Stanisław Liszko. W sąsiedztwie budynku książęcego w latach 1900 do 1960 mieszkała siostra mojej babci Antonina Kozłowska. Czasem mówiła Ona, że krowę pasła „na Januszowym”

.Po śmierci książąt mazowieckich Stanisława 1524 r. i Janusza III 1526 roku ( prawdopodobnie zostali otruci) jako jedyna spadkobierczyni po księstwie została Anna .Mazowiecka . Przez pewien czas mieszkała w Garwolinie. Ona to przy obecnej Ulicy Sienkiewicza ufundowała kościół Świętej Anny, który funkcjonował do roku 1770. W roku 1536 Anna wyszła za mąż za Stanisława Odrowąża ,wojewodę podolskiego. Garwolin był częścią jej posagu. Anna zmarła 1557 roku


 Od dworku Modrzewskich niedaleko jest do Budzenia. Przenieśmy się w czasie i spójrzmy, jak wiedzie się rodzinie Piotra de Wnyno. Należy powiedzieć, że pan Piotr nie był gorszym wójtem od Mikołaja „Budzyńskiego”. Rządził i budował miasto 108 lat do roku1533 Należy powiedzieć, że Wnynowie rządzili miastem, co najmniej przez trzy pokolenia. W tym czasie w historii Mazowsza i Polski nastąpiły zmiany. W roku 1526 zmarł ostatni z książąt mazowieckich Janusz III. Następstwem tego było wcielenie Mazowsza do Rzeczypospolitej. Zaczęły obowiązywać inne prawa. Po 108 latach zamieszkiwania w Budzeniu, Wnynowie weszli w samoistne posiadanie Budzenia. Następni wójtowie zadowalali się urzędem i profitami płynącymi z tego urzędu. Spójrzmy na listę urzędujących wójtów,- 35 nazwisk. Jakże, podobne do nazwisk znajomych „Garwolaków”; Wągrodzki, Wierzbicki Mączyński, Winek, Pawliszewski, Sarkowicz, Pacek, Tomaszkiewicz, Kotarski Paśniczek. Zwróćmy uwagę na walki i przepychani, o obięcie tego urzędu. (Skąd my to znamy.)

Wnynowie zostali w cieniu gospodarstwa w Budzeniu. Sieli i wieli i dotrwali w swym Budzeniu do końca XIX wieku. Po drodze nazwisko przekształciło się z Wnyno na Woyno.

W roku 1895 Kazimierz Woyno sprzedaje dwór w Budzeniu. Przyczynę trudno ustalić. Można podejrzewać, że dzieci poszły do szkół i nie było następcy. Ostatnią pamiątką po bytności Woynów w Garwolinie, jest w ufundowany ołtarz w naszym kościele „Chrystusa ukrzyżowanego. Pan Kazimierz był członkiem komitetu budowy naszego kościoła. Chciałem zwrócić uwagę, że ołtarz ten jest zbudowany metodą murarską, inne ołtarze były budowane przez stolarzy. Po sprzedaży Budzenia, Woynowie kupili niewielki dwór w Żelaznej. Od Woynów Budzeń odkupił rzemieślnik z okolic Parysowa nazwiskiem Michał Witkowski. Nowy nabywca zamieszkał w Budzeniu. Witkowscy mieli pięć urodziwych córek. Dziewczyny dorastały, starających się o rękę „budzenianek” nie brakowało, więc wydawano Je za mąż. Brącia wyszła za Kazimierza Maszkiewicza, Frania za Antoniego Rękawka, (Wontylkę), I N N wyszła za Piotra Michalika (Wąsika), II NN za Juliana Byszewskiego III NN za Baronowskiego W krótkim czasie majątek Budzeń został podzielony na posagi dla córek. Po dworze ślad zaginął, tylko mieszkające tu rodziny czasem wspominają bogatego dziadka Witkowskiego.

Daje do myślenia plac w Garwolinie przy Nadwodnej róg Krótkiej ( obecny budynek P.S.S. i restauracji Smakosz.) W tym miejscu mieścił się ratusz. Ostatnim właścicielem tego terenu był pan Piotr Michalik mąż Witkoszczanki. Czyżby plac ten należał do dóbr Budzenia i został sprzedany, przez Woynów Witkowskiemu.

Dziś w pamięci mojej została droga Wiatraczna i po jej północnej stronie żywopłot ogradzający podwórze dworskie, był to żywopłot ze śliwek „bioluchów”- smak ich do dziś pamiętam. Idąc dalej tą drogą nie sposób zapomnieć sadzawki, w której wiosną kumkały i rechotały żaby. Dalej mostek na Eliaszu, był to „zielony mosteczek, który się ugina” z naszej ludowej piosenki. Za mostkiem nie sposób nie wspomnieć pana Jana Bartkiewicza , który dla każdego miał miłe słowo i dobrą radę. I na końcu tej ulicy wąwóz głęboki, że konia z niego nie było widać, „nie daj Boże” trafić na mijankę, jeden z pojazdów musiał wytyłować ,- był tylko jeden tor.

Przy krzyżu, który pamiętał czasy Woynów skręcamy w lewo jest droga zwana „Stara Parysowska” biegnie ona po wschodniej granicy dworu w części pola będącego własnością pana Franciszka Wągrodzkiego po zachodniej stronie jest szeroki żywopłot z tarniny („z czyżnia”)- ostoja dla zajęcy. Żywopłotem takim ogrodzone było całe pole dworskie. Szczątki tego żywopłotu istnieją jeszcze przy granicy pól z Jagodnym / Idąc dalej tą drogą po zachodniej stronie jest wzniesienie, -to „Piorunowa górka”. -Rzeczywiście tu pioruny uderzały częściej niż gdzie indziej. Sam tego doświadczyłem. Za górką skręcimy w lewo idąc łąką zwaną „Długie łąki” dojdziemy do miejsca gdzie była „ Studziunka”- biło tam źródełko z czystą zimną wodą.

Idziemy z biegiem wody, nieopodal woda łączy się z wodą płynącą od zachodu –miejsce to nazywane jest „Kaczy dół”. Pójdźmy na zachód w górę strumienia, - za brodem na „Kościelnej drodze” ( Jagodzinskiej) są łąki nazywane” Podolszynki – nazwa od rosnącej tu olszyny dalej na zachód to pola i łąki nazywane „Podleśne lub Poleśne – pochodzenia nazwy nie trzeba tłumaczyć. Są to moje wspomnienia z młodości obecna rzeczywistość jest inna.

 Ołtarz

Ołtarz Chrystusa ukrzyżowanego ufundowany przez Kazimierza Wojno ostatniego dziedzica dworu w budzeniu.

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

 

Fotografia

 

Plik w formacie PDF dostępny jest TUTAJ. (wielkość pliku ~10MB)

 

 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com