fotoSprawa przyjęła zupełnie inny obrót niż się spodziewałam. Obiecałam panu Garwolińskiemu, piszącemu kronikę Leszczyn, że dostarczę mu wiadomości o dworze leszczyńskim. Myślałam, a właściwie byłam prawie pewna, że wiem dużo na ten temat. Tę pewność opierałam na rym, że urodziłam się w Leszczynach i ponad 20 lat byłam sąsiadką tego majątku.
Jakie było moje rozczarowanie, kiedy spróbowałam coś na ten temat napisać i zupełnie nie wiedziałam, co? Owszem pamiętam ten stary dwór z zewnątrz, a nawet od środka gdyż tam bywałam. Pamiętam również jego mieszkańców, z którymi rozmawiałam przed pół wiekiem i nic więcej.


Zaczęłam gorączkowo wypytywać znajomych z tamtych lat czy coś wiedzą na ten temat, ale bez większych rezultatów. Każdy coś tam pamięta, ale nic konkretnego. Zaczęłam działać. Wiedziałam, że dworu, ani nikogo z jego mieszkańców nie ma już ponad 50 lat. Muszę, więc odszukać kogoś z rodziny. Trwało to długi czas zanim zdobyłam numer telefonu do Stefana Cieślińskiego- wnuka właściciela dworu. Od niego otrzymałam numer telefonu do Marii Bartoszewicz - Gawareckiej- wnuczki dziedzica. Skontaktowałam się z nimi, byli bardzo zadowoleni z rozmowy ze mną, zainteresowani tym, co działo się w Leszczynach od czasu, kiedy opuścili dom. Najbardziej cieszyli się z tego, że ktoś interesuje się nimi i chce pisać o ich życiu. Stefan Cieśliński odwiedził mnie pewnego dnia, przywiózł różne zapiski dotyczące rodziny i dworu. Wyczytałam w tych notatkach ważną dla mnie informację, o tym, w jakich okolicznościach rodzina Mejerów znalazła się w Polsce. O tym, że jest to spolszczona rodzina niemiecka wiedzieli wszyscy. Z zapisków wynika, że w XVIII wieku po Insurekcji Kościuszkowskiej dwory:
Leszczyny, Mierne i Głosków zostały skonfiskowane za czynne poparcie powstania.
W krótkim czasie po tym wydarzeniu dwór w Leszczynach ofiarowano panu Słowikowskiemu w nagrodę za lojalność wobec zaborcy. Słowikowski ogołociwszy majątek wystawił go na sprzedaż. Tak się złożyło, że z Norymbergii przybyli do Polski osadnicy niemieccy, zatrzymali się w Garwolinie i szukali ziemi do nabycia. W Garwolinie były dwie rodziny niemieckie Mejerów i Colów. Colowie spolszczywszy nazwisko na Celińskich kupili dwór w Sulbinach, Mejerowie kupili Leszczyny. Znana niemiecka pracowitość i zaradność pomogła im w urządzeniu tego dworu. Te rodziny wspomagały się do końca.
Prą wnuczka Celińskich pani Barbara Lazarewicz-Jaworska mogłaby dużo powiedzieć o ich życiu, ale nie udało mi się jej odszukać. Prawdopodobnie już nie żyje.
Dowiedziałam się od Stefana, że na początku pobytu w Polsce osadnicy warzyli piwo.Zdobyte w ten sposób pieniądze przeznaczone były na zagospodarowanie się. Nabywca majątku Leszczyny- Mejer zaciągnął pożyczkę rządową, którą potomkowie spłacali aż do pierwszej wojny światowej. Zabudowania gospodarcze oraz dwór były bardzo stare. Ostatni przed parcelacją majątku dziedzic pan Władysław Mejer urodzony w 1855 roku zapamiętał, iż w czasie jego dzieciństwa dom był taki sam jak pod koniec jego życia. W żadnych notatkach nie ma wzmianki o tym, kiedy budowany był dwór. Cały majątek odziedziczył Władysław (dług do spłacenia również).
Dwór zapamiętałam takim, jakim był w latach 40-tych, czyli za czasów okupacji niemieckiej i tak jak to pamiętani postaram się opisać.
Dwór był stary, niski, kryty gontem, ale obszerny. Pobudowany nieco za wsiana niewielkim wzniesieniu, otoczony zielenią, przez którą prześwitywały bielone ściany(zupełnie jak w Soplicowie).Frontem zwrócony był do niezbyt odległej szosy. Ganek wsparty na kolumnach był miejscem gdzie w pogodne letnie dni rodzina jadła wspólnie obiady, a nawet przyjmowano gości. Od strony gospodarczego podwórka był mały ganeczek, przez który wchodziło się do obszernej jadalni gdzie stał duży stół z krzesłami oraz kredens. Na lewo od jadalni było kilka pokoi mieszkalnych, a po prawej stronie kuchnia. Salon był od frontu. Wchodziło się do niego przez sień. Był to duży pokój ładnie umeblowany z pianinem, na którym w czasie uroczystości grywał ktoś z rodziny. Zawsze, kiedy tam wchodziłam odnosiłam wrażenie, że z portretów spoglądaj ą na mnie karcącym wzrokiem przodkowie rodziny. Nikt nie wiedział, kiedy i kto zbudował ten dwór. Czy to był pan Słowikowski? czy może jego poprzedni właściciele?, a może już rodzina Mejerów?. Stefan Cieśliński twierdzi, że dziadek jego zapamiętał scenę pożegnania ojca z rodziną, który odchodził do partii walczyć z zaborcą właśnie przed opisywanym dworem. Był rok 1863- powstanie styczniowe. Wyżej wspomniany Władysław Mej er ożenił się z panną ze Zwierzyńca Heleną Zobczyńską. Miał z nią czworo dzieci. Najstarszy był syn Jan oraz trzy córki Wanda, Maria i Zofia. Żyło się bardzo ciężko gdyż spłacana aż do pierwszej wojny światowej pożyczka rządowa pochłaniała wszelkie zyski. Dzieci dorastały, syn studiował córki uczyły się na pensji za to wszystko trzeba było płacić. Córki wychodziły za mąż. Najstarsza Wanda urodzona 1896 roku wyszła za Franciszka Cieślińskiego. Małżonkowie do wojny mieszkali w Grójcu gdzie pan Franciszek pełnił odpowiedzialną funkcje starosty. Mieli dwóch synów Tadeusza i Stefana. Tadeusz urodzony w 1921 roku już przed wojną zaczął studia na Akademii Medycznej w Warszawie. Kontynuował je w czasie okupacji.Młodszy syn urodzony w 1928 roku na tajnych kompletach przygotowywał się do matury. Druga córka dziedzica Maria wyszła za Wacława Kamińskiego i mieszkała przed wojną w Kaliszu, a mąż prowadził kancelarię adwokacką. Ich dzieci - najstarszy syn Jerzy urodzony w 1923 roku uczęszczał do tajnej trzyletniej szkoły technicznej imienia Wawelberga i Rotwanda Młodsza córka Zofia urodzona w 1929 roku przygotowywała się na studia prawnicze. Najmłodszy syn Janusz urodzony w 1930 roku uczęszczał na tajne komplety przygotowując się do matury. Najmłodsza córka dziedzica Zofia wyszła za Henryka Bartoszewicza. Mieli jedną córkę Marię urodzoną w 1931 roku ona również przygotowywała się do matury. Małżonkowie mieszkali w Płocku. W czasie okupacji za naukę wszystkich wnuków płacił dziadek.. Możemy sobie wyobrazić jak bardzo to obciążało gospodarstwo. Jakoś jednak dziedzic to przeżył. Cieszył się ze szczęścia dzieci, ale to nie szczęście tylko kłopoty i zmartwienia były udziałem pana Władysława. Syn Jan ukończywszy studia przyjechał do ojca pochwalić się dyplomem leśnika zmarł pierwszego dnia pobytu we dworze na udar serca. Był to rok 1924. W 1935 roku zmarła żona pana Władysława Helena. We dworze pozostał sam dziedzic gdyż zamężne córki mieszkały poza domem. Gospodarstwem zajmowała się siostra Józefa Dobrowolska. Wszystko zaczęło się dobrze układać i naraz wybucha wojna. 1939 rok. Do dworu wróciły córki z dziećmi. Trzeba byk> się nimi zaopiekować gdyż wszystko tj. odzież oraz rzeczy osobiste pozostawiły w domach. Nie przyjechali do Leszczyn zięciowie, ponieważ Franciszek Cieśliński razem z ministerstwem ewakuował się na wschód. Zmobilizowany Wacław Kamiński dostał się do niewoli niemieckiej i do końca wojny siedział w Oflagu Woldenberg. Rotmistrz Bartoszewicz jadąc na front wstąpił do Leszczyn zobaczyć, co się dzieje i pożegnać się z rodziną. Więcej go nie widziano. Dostał się do niewoli sowieckiej. Napisał parę listów z obozu w Starobielsku, a ciało po latach odnaleziono w Miednoje. Tak, więc na barkach starzejącego się i styranego życiem pana Władysława spoczął obowiązek utrzymywania trzech rodzin. Ten mały mająteczek musiał wyżywić nie tylko rodzinę, ale również tzw."uciekinierów".którzy uciekając na wschód przed Niemcami zatrzymywali się w majątku. Jakiś czas w Leszczynach mieszkał słynny rzeźbiarz Ksawery Dunikowski ze swym siostrzeńcem. Mieszkała również żona i trzy córki pułkownika Chełmińskiego aresztowanego przez Niemców. W majątku przebywał również pan Wołoszynowski ze swoją siostrą. Był właścicielem majątku ziemskiego na Podolu. Uciekał przed wystąpieniem ukraińskim skierowanym przeciw Polakom na wschodzie. Można zauważyć, że życie nie było łatwe. Starsza młodzież, tj. Jerzy Zofia i Tadeusz jak wyżej wspomniałam uczyli się w Warszawie. Tam pod „przykrywką" różnych szkół zawodowych przerabiano programy szkół ogólnokształcących i wyższych. Natomiast młodsi tj. Marysia, Janusz i Stefan zostali w Leszczynach i uczyli się w domu, a potem na tajnych kompletach. Wydawać by się mogło, że pan Mejer z pochodzenia Niemiec skorzysta z przywileju, jakim obdarowywano tych, którzy podpisali Folk listę( wiem, że dziedzic miał taką propozycję, ale nie skorzystał, czuł się Polakiem) w jego domu odbywały się zebrania konspiracji, do której należeli wnukowie. Jerzy i Zofia brali udział w powstaniu warszawskim gdzie za bohaterską walkę Jerzy został odznaczony krzyżem walecznych. Wreszcie rok 1945 koniec wojny. Rząd Polski Ludowej zarządza przeprowadzenie reformy rolnej, a podlegająjej wszystkie gospodarstwa powyżej 50ha Mały dworek w Leszczynach rodzina podzieliła pomiędzy spadkobierców. Część ziemi sprzedano okolicznym rolnikom, a pozostałość wraz z zabudowaniami zakupiła rodzina Poredów. Przez kilka lat mieszkali w tym bardzo starym dworze. Potem rozebrano go a na jego miejsce stanął nowy dom. Poredowie prowadzili gospodarstwo aż do 2000r. Zmarli pozostawiając jedyną córkę Janinę, która nie wyszła za mąż. Umierając nie uregulowała spraw majątkowych nie zostawiła spadkobierców. Majątek zrabowali ludzie Obecnie mieszkają tam dalsi krewni Poredów. Majątek jest zrujnowany. Nikt o niego nie dba po prostu ruina.
Jeżeli chodzi o rodzinę prawowitych właścicieli to los ich podobnie jak los tysięcy innych posiadaczy ziemskich w Polsce był taki sam, tzn. majątek rozparcelowano, rodziny rozjechały się w różne strony szukając nowego miejsca pobytu.Władysław Mejer właściciel majątku w Leszczynach zmarł w 1947 roku. Jego córki z dziećmi wyjechały z Leszczyn. Najstarsza córka WANDA CIEŚLIŃSKA wraz z rodziną po długim poszukiwaniu miejsca dla siebie ostatecznie zamieszkała w Wołominie. Dwaj synowie Tadeusz i Stefan kontynuowali studia. Tadeusz ukończył medycynę i podjął pracę lekarza w Otmuchowie. Dwukrotnie żonaty własnych dzieci nie posiadał zmarł w 1995 roku. Stefan po wojnie ukończył studia wyższe na wydziale geologii i pracował w swoim zawodzie. Ożenił się, ma jednego syna, który mieszka na Śląsku z żoną i jedyną córką. Państwo Cieślińscy Wanda i Franciszek zmarli w Wołominie a pochowani są w Warszawie. Stefan mieszka w Warszawie i chyba on jeden z całej rodziny tęskni za wsią, ponieważ zakupił sobie mieszkanie w Batorzu koło Janowa Lubelskiego i tam spędza całe lato.
Rodzina państwa KAMIŃSKICH MARIA i WACŁAW po wojnie zamieszkali wraz z dziećmi w swoim przedwojennym mieszkaniu w Kaliszu. Ich dzieci: Jerzy, Zofia i Janusz rozpoczęli przerwane studia. Jerzy ukończył politechnikę ożenił się i ma dwóch synów. Zofia studiowała prawo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim ukończyła je, wyszła za mąż za Jana Hempla inżyniera budownictwa(syna profesora Politechniki Warszawskiej).Małżeństwo koniecznie chciało wyjechać z Polski za granicę. Udało im się wyjechać w 1958 roku do USA stan Oregano. Kiedy odjeżdżali pani Kamińska była bardzo ciężko chora. Zmarła wkrótce po ich wyjeździe. Zofia i Jan mieszkają tam do dnia dzisiejszego. Nie posiadają dzieci. Polski nie odwiedzają. O Januszu- najmłodszym Kamińskim można by pisać tomy. Ograniczę się tylko do wyszczególnienia ważnych „punktów" w jego życiu. Najpierw zgłosił się fałszując datę urodzenia( postarzając się o kilka lat) na ochotnika do Ludowego Wojska Polskiego. Następnie uciekł z wojska i za dezercję był poszukiwany listem gończym. Odnaleziony odbył karę, ukończył potem studia rolnicze wyjechał na ziemie odzyskane. Ożenił się i pracował w Państwowych Gospodarstwach Rolnych(PGR) w województwie koszalińskim, pełniąc funkcję dyrektora. Obecnie jest emerytem i wraz z żoną mieszka u córki. Osoby, które współpracowały z panem Januszem w wspominają go bardzo dobrze. Najmłodsza córka właściciela dworu w Leszczynach pani Zofia Bartoszewicz wdowa po oficerze Wojska Polskiego Henryku Bartoszewiczu wyjechała wraz z siostrą Marią Kamińską do Kalisza i tam mieszkała do śmierci siostry. Potem przeprowadziła się do córki Marii, która ukończyła romanistykę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i pracowała jako nauczycielka języka francuskiego i łaciny w Koszalinie. Mąż Marii Marian Gawarecki ekonomista pracował i wspólnie z żoną wychowywali córkę. Państwo Gawareccy obecnie odpoczywają na emeryturze. I tak w ogromnym skrócie opisałam życie jednego maleńkiego dworu Leszczyny, o którym pamięta tylko garstka ludzi żyjąca ówcześnie z rodziną Mejerów i niektórzy członkowie rodziny. Lata 1950 były końcem nie tylko opisywanego przeze mnie dworu, ale to był koniec prawie wszystkich majątków w Polsce. Zakończyła się epoka, która dla osób żyjących w tamtych czasach stanowiła sens życia. Nie mnie jest osądzać czy to, co się stało z majątkami jest dobre? czy złe? Na pewno złe jest to, że zabrano ludziom ich własność, ale nie można żałować tego, że na miejscu starych rozwalających się dworów pobudowano nowe domy. Krajobraz wsi zmienił się zupełnie. Dawniej oprócz dworów były małe kryte słomą chałupy chłopskie. Teraz wprawdzie nie ma dworów, ale nie ma też tych chłopskich chałup .Ciężko jest mi sobie wyobrazić, że ludzie obecnie mieszkający w wygodnych, wyposażonych we wszelkie nowoczesne urządzenia domach tęskniliby za rozsypującym się dworem i np.za "sławojkami" ukrytymi w cieniu kwitnącego bzu. Starszym ludziom na pewno kręci się łza w oku, kiedy wspominają dawne według nich piękne czasy. Młodszemu pokoleniu wydaje się to, co najmniej dziwne i śmieszne.




Spis zdjęć:
  1. Dwór Leszczyny
  2. Ostatni dziedzic Leszczyn Władysław Mejer
  3. Władysław Mejer z żoną Heleną
  4. Władysław Mejer
  5. Władysław Mejer z córkami, od lewej: Wanda Cieślińska, Maria Kamińska, Zofia Bartoszewicz
  6. Syn  dziedzica Jan Mejer
  7. Franciszek Cieśliński i Zofia Bartoszewicza
  8. Maria Bartoszewicz – Gawarecka z mężem i zięciem.

 

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com