FotoJeszcze do niedawna straszyła wybitymi oknami i ogromnym zaniedbaniem, trudno było nie zauważyć zniszczeń. Stacja kolejowa, miejsce bardzo ważne dla Rudy Talubskiej, pozwalające na szybki dojazd do Warszawy i okolic.

Codziennie wielu mieszkańców, nie tylko Rudy ale też Górek, Sulbin czy Taluby dojeżdża do stolicy, bo tam właśnie znaleźli pracę, dzięki której utrzymują rodziny. Dobrze, że budynek stacji odzyskał swój dawny wygląd, pomysłowo zaadaptowany, pozbawiony dużych okien, które tak kuszą wandali. Jest teraz w formie półotwartej wiaty, chroniącej oczekujących podróżnych przed deszczem i mrozem. Znów czynna jest kasa biletowa, do niedawna zamknięta na głucho.

Zapewne wielu mieszkańców pamięta jeszcze dawną stację, którą teraz możemy zobaczyć tylko na starej pocztówce. Widać na niej parterowy, długi drewniany budynek z napisem „Ruda Talubska”. Cała załoga stacji w odświętnych mundurach kolejarskich pozuje do zdjęcia.

Z dawnych czasów zachowała się jedynie wieża ciśnień, malowniczo umieszczona w krajobrazie, dziś już nikomu nie potrzebna, a kiedyś niezbędne wyposażenie kolei parowej. Być może była ona świadkiem pewnego wydarzenia, które w latach dwudziestych ubiegłego stulecia miało miejsce właśnie na tej stacji. Otóż w 1923 roku do Polski przyjechał znany z okresu I Wojny Światowej francuski marszałek i angielski feldmarszałek Ferdinand Foch, bohater bitwy nad Marną Był ogromnym przyjacielem Polaków i nieprzejednanym wrogiem Niemiec, otrzymał też tytuł marszałka Polski. Podróżował po Polsce koleją, wybrał się do Lublina. W tych czasach tor z Warszawy do Lublina był jednokierunkowy, pociągi jadące z przeciwnych stron mijały się właśnie na stacji w Rudzie Talubskiej. Ponieważ parowóz marszałka przybył pierwszy na stację i trzeba było czekać, Ferdinand Foch wysiadł z pociągu, aby zażyć świeżego powietrza. Jakie było jego zdziwienie a jednocześnie zadowolenie, gdy podeszła do niego z kwiatami dziewczynka, uczennica szkoły w Rudzie Talubskiej i przywitała w języku angielskim. Rozmowa z marszałkiem trwała około 15 minut. Dziewczynką tą była Kazimiera Trzpil (później Boratyńska), język angielski znała z pobytu w USA, gdzie cała jej rodzina wyjechała za chlebem.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com